174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Czas na małe podsumowanie

Chustka - Piotr Sałyga, Joanna Sałyga Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył Niebo - Eben Alexander

  Mija kolejny zacny tydzień. Cały ten czas mogę podsumować w sposób medyczno-psychologiczny: elektrokardiogram emocjonalny. Zaś w sposób matematyczny przedstawić można moje obawy. Czegóż mogę się bać? Iż funkcja przyjmie wartość stałą. 

 

Koniec grędzenia (takie tam nowe słowo, oznaczające mendzenie, ale pochodzące od nazwiska znajomego). Warto byłoby pochwalić się najnowszymi zdobyczami. Książkowymi, rzecz jasna, ale i o muzyce coś się dzisiaj znajdzie.

 

Zaczynając od pozycji wypożyczonej: Złuda autorstwa Carmen Laforet. W sumie, to  nie wiem dlaczego ją wzięłam. Poszłam do biblioteki z zamiarem znalezienia kryminału skandynawskiego (bo to takie kryminały są najlepsze, wg. mnie, rzecz jasna), ale wcześniej zajrzałam na półkę powieści iberoamerykańskiej. I skończyło się na Złudzie, która zaciekawiła mnie swoim opisem. Pomyślałam sobie, "Dlaczego nie?". I przyniosłam ją do domu. 

 

 

  Tego samego dnia wpadłam do zacnej biedronki. Żar lał się z nieba, a mi zachciało się loda wodnego, więc czym prędzej pobiegłam do lodówek. Po drodze zahaczyłam o stoisko pod nazwą "Biblioteczka Biedronki", z którego łypało mnie mnie zdjęcie motyla, wielobarwnego motyla na białym tle. Poznałam po kilkunastu sekundach powieść, którą miałam odnaleźć w bibliotece. Złapałam ją w garść i poszłam po tego loda. Z biedronki wyszłam z Dowodem. Prawdziwą historią neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył niebo. Wybitnie zadowolona, bo już od dłuższego czasu chciałam zapoznać się z tą pozycją.

 

 

     No i dzisiejsza zdobycz: Chustka. Ostatnie pieniądze wydane. I żal w sercu ponownie się zagościł. Dlatego na pocieszenie poszłam do księgarni. I poprosiłam o Chustkę. Czym jest ta książka? Jest:

"dziennikiem pisanym z myślą o moich bliskich,

a przede wszystkim - o Synku.

w postach zatrzymuję kadry z naszej

codzienności z rakiem w tle."

Tym jest. Początkowo czytałam bloga. Teraz zdobyłam wersję papierową. I jak niczego innego boję się zakończyć poznanie tej historii. Ale coś robić muszę. Znalazłam sobie motto, już na pierwszej stronie:

"pierdolę.

zostaję.

nie umieram."

Niecenzuralne, ale czuć jak wiele zależy od nas samych.

 

Jak na złość, zacna dyrekcja chce zarzucić uczniów pewnego liceum w pewnym mieście masą nauki. Jak na złość, nie mam na nic czasu, a w ostatnich dniach czytam w sumie tylko jadąc do i ze szkoły oraz przed snem. Czasami zdarza mi się mieć na tyle dużo czasu, że czytam i w dzień, w domu. Przy kubku gorzkiej herbaty. Czarnej. Ale ten dzień chyba nie będzie taki. Ten dzień zabierze mi podręcznik od biologii i angielskiego. 

 

Ale dosyć grędzenia, jak to jest źle. Jak na początku wspomniałam, muzyki też tu nie zabraknie. Dzisiaj wypadałoby się podzielić piosenką, która towarzyszy mi właśnie w takich dniach, kiedy nawet oddychanie traci sens. O jakim to utworze mówię?  

Klik! -> http://www.youtube.com/watch?v=RS0Qi2bg12A

 

I tym jakże optymistycznym akcentem trzeba zakończyć.