174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron
Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam - Coelho Paulo

Powieść rozpoczyna się tak jakby ktoś rozciął klasyczny romans i pokazał czytelnikowi sam środek. Całkowicie sztampowe, bezuczuciowe wręcz. Beznadziejnie. Naprawdę, jeśli chodzi o rozpoczęcie powieści, to zaliczam do jednego z najgorszych. Ale, jest zdanie, które wpadło mi w oko już od samego początku, a mianowicie: "Wszystkie historie miłości są takie same." Dało mi to nadzieję, że to jednak nie będzie o miłości...

I nadzieja prysła bardzo szybko. Najpierw bohaterka opisuje swoją przeszłość. Z NIM. Później ON wyjeżdża. Ona kończy szkoły, układa sobie życie, a tu nagle dostaje od NIEGO listy. Coraz to nowe. Ona zazdrości. Tego, że ON wyjechał, że zwiedził świat, że wyrwał się z małego miasta, w jakim dorastali. A później ona dowiaduje się, że ON prowadzi wykłady. I niech się dzieje wola Boga, z nią się zgadzać trzeba.

Oczywiście, łatwo można się domyślić, że ona pędzi na ten wykład, że chce go usłyszeć. Chce GO zobaczyć, po tylu latach, na nowo poznać, uśmiechnąć się zalotnie, chce być przy nim. Po prostu ROMANS. Ale jest kilka rzeczy, o których powinnam wspomnieć wcześniej. Niemalże półtorej strony poświęcono na sam monolog, który był tymże wykładem. Pierwsze zdanie, "Zawsze trzeba podejmować ryzyko" daje do myślenia. Człowiek wczytuje się dalej, szuka kolejnych wskazówek. A tu całość o ryzyku i jego podejmowaniu. Może kogoś to zaskoczyło. Ale wydaje mi się, że ten wykład był kluczowy dla tej opowieści.

Kwitnie tutaj związek, jakich mało, można by rzec. Ona się uśmiecha, a on czaruje ją swoimi słowami i gestami. Pewien klasyk, ale mnie się podoba. To pierwsza książka, którą przeczytałam, a w której głównym wątkiem jest miłość, więc powinnam czuć się z siebie dumna.

Książka z serii łatwych i przyjemnych. Czytana w jeden wieczór, w zasadzie w jakąś godzinę, może półtorej. Nie dłużej. Z tym, że nie porywa. Akcja w sumie monotonna i bez takich wzniesień. Nie było chyba momentu, w którym myślałam: "Mój Boże, co to dalej będzie?". Wątpię, bym w najbliższym czasie do niej wróciła. Może za ileś tam miesięcy, gdy z grubsza zapomnę o czym była, powrócę do niej. Ale wydaje mi się, że nie opowiada o niczym istotnym. Oprócz tego, że warto ryzykować dla miłości.