174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron
Łowca snów - King Stephen

Do przeczytania książki zachęcił mnie sam autor - a w zasadzie kolega, który go naprawdę lubi i podziwia. Dodatkowo cena, która była tak niska, tak korzystna. No i liczba stron. Kto jak kto, ale ja patrzę przede wszystkim na właśnie ilość kartek. I gdy ujrzałam ten drobny druczek na cieniutkich kartkach, gdy mój nos zatopił się w środku - po prostu wiedziałam, że wrócę do domu z tą książką.

Początki były kłopotliwe, nie powiem, że nie. Kolejne nazwiska myliły mi się jedno z drugim, ale to nie był wielki kłopot. Po przeczytaniu pierwszych czterdziestu stron miałam w miarę wszystko opanowane. Później było już tylko lepiej. A może nie?

Duddits zyskał sobie moje uznanie od pierwszych wzmianek o nim. Po prostu ta jego ułomność, bo inaczej nazwać się tego nie da, była tak prawdziwie ukazana, tak realistyczna, a przy tym odzwierciedlała prawdę pisaną z punktu widzenia osoby, która miała prawdziwą styczność z ludźmi z tym zespołem. Coś nieziemskiego. Czytałam całkiem sporo książek o tym traktujących, ale żadna nie porwała mnie do tego stopnia co ta. Żadna nie przedstawiała oczywistych faktów w taki sposób. Szczerze za to podziwiam autora i wielkie gratulacje.

Przy raczej mocno krytycznych opiniach o tej książce, moja może wydawać się aż nadto pobłażliwa. Doprawdy, czy to ja mam taki dziwny gust czytelniczy, czy po prostu lubię czytać o problemach ludzi? Wszelkie rozterki psychiczne jakie zostały przedstawione, rozegrane przed oczyma czytelników, czy to w akcji bieżącej, czy w retrospekcjach, po prostu dodawały smaczku temu utworowi. Już od początku znalazłam swoją ulubioną postać, więc przeżyłam niemały szok i zdumienie gdy ona umarła. Przyznam się szczerze - podczas czytania, prosiłam w myślach autora, by go oszczędził. Jak można było się spodziewać, na niewiele to się zdało, ale samo to jak wielką radość sprawiło mi czytanie tego tekstu jest niewyobrażalne.

Historia o czymś w rodzaju ufo. A jednak tak prawdziwa. Historia o radości i smutku, historia o bólu, o upodleniu, ale nie przerysowana przez pryzmat dzisiejszej literatury. Przyjaźń tak wielka, że potrafili się dla niej poświęcić. Ukazanie własnych nałogów i braku możliwości przezwyciężenia ich, katastrofalnych konsekwencji jakie z nich wynikają tak mocno wpływa na uczucia czytelnika, iż człowiek zdaje sobie sprawę, jak wiele mu zagraża. Może nie dosłownie to co zostało opisane, może coś mniejszego, może większego. Ale zagraża tak czy inaczej.