174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Ewangelia wg. mnie na szybko

Wśród pisarzy współczesnych, pojawia się niejaki Eric-Emmanuel Schmitt, który zadziwia nie tylko prostotą swoich powieści, ale także ich swoistym wyczuciem oraz delikatnością, której nie sposób zamienić czymś innym. Nieodmiennie zaskakuje głębią i prostotą. I to czyni go wyjątkowym na tle pozostałych prozaików.

Tak właśnie jego najnowsza książka, „Ewangelia według Piłata” wydana w drugiej połowie lutego zawiera w sobie cechy powieści, która wciąga swoim metaforycznym klimatem od pierwszej strony.

 

Autor podjął się wyzwania nieomal niemożliwego, polegającego na pokazaniu znanych każdemu ewangelicznych postaci z całkowicie innej perspektywy, niekiedy trudnej do przyjęcia przez osoby ślepo oddane i wierzące w słowa, które przekazywane były każdemu pokoleniu. Lecz nawet, jeśli jest to naprawdę trudne, czytelnik znajduje się tylko w fikcji literackiej, mniej lub bardziej opartej na samej „Biblii”.

 

Jeśli rodzi się w kimkolwiek pytanie, po co zmienione zostały imiona? Co to miało na celu? Dlaczego Johanan Obmywający, a nie Jan Chrzciciel? Dlaczego Jeszua, a nie Jezus? Nie tylko ze względu na troskę o autentyzm. Raczej, by uniknąć stereotypów, gotowych obrazów, ukrytych ideologii. A przede wszystkim, jak mówi sam Eric-Emmanuel, po to by ułatwić sobie pisarską pracę.

 

Powieść podzielona została na dwie części. Pierwszą z nich opowiada bezpośrednio sam Jeszua, oczekujący w Gaju Oliwnym na żołnierzy mających po pojmać z rozkazu Piłata. Jego historia ciągnie się od wczesnych lat dziecięcych, kiedy jako chłopiec bywał beztroski, wierzył w swoją moc latania. Lecz równocześnie był to czas, kiedy jego wiara dostawała niezłego łupnia, spotykając się z ziemią. Jego wszystkie przekonania sypały się jak domek z kart. A podsumowaniem było jedynie: „Nie, nie miałem władzy nad wszystkim. Nie, nie pozjadałem wszystkich rozumów. Prawdopodobnie nie byłem nieśmiertelny. Jednym słowem: nie byłem Bogiem.” Spór o boskość Jezusa od jego urodzenia trwa. Wiara w niego trwa. Uleciało jedynie zrozumienie i wiedza o tym, że każdy nim stał się człowiekiem dorosłym, miał dzieciństwo.

 

Część zatytułowana „Ewangelia według Piłata” składa się z listów bohatera tytułowego do swego brata. Listy te - niekiedy długie, czasami krótkie - niezmiennie ukazują Poncjusza jako postać bardziej człowieczą, niż to możemy spotkać na karach Ewangelii. Poprzez opisywanie swoich problemów i zmagań z życiem codziennym wynikającym z pełnionej funkcji państwowej, jawią się głęboko ludzkie cechy, wątpliwości i obawy, dzięki czemu ta wyjątkowa opowieść pozwala czytelnikowi zajrzeć w głąb siebie.

 

Dzięki przekonaniu samego autora o tym, że nigdy nie był i nigdy nie chce być powieściopisarzem, który dyktuje swoje przekonania i racje, pozostawia niewyobrażalnie wielkie pole dla samego czytającego. Skłania do refleksji, ale nie narzuca tematu. Podsuwa istotę pytań, ale nie same pytania. Wyciąga rękę, ale to nie od niego zależy, czy zostanie ona złapana.

 

Obraz wcale nie jest rozmazany, w tle nie widać mojego laptopa, a obok nie leżą Beksińscy. W ogóle. Takie rzeczy tylko u mnie.