174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Powrotu czas

Kiedyś, kiedy potrafiłam spędzić przy komputerze kilkanaście godzin dziennie i w zasadzie po tychże godzinach na pytanie "Co przez ten czas zrobiłaś?" nie potrafiłam odpowiedzieć, właśnie wtedy obiecałam sobie, że do każdej książki jaką przeczytam, od razu napiszę notatkę, opinię, recenzję, cokolwiek. A dzień później mój laptop pokazał mi środkowy palec w sposób chyba dość wymowny, gdyż klawiatura przestała działać na tydzień po miesięcznym spędzeniu w naprawie. Kłaniam się uniżenie, szczęściarz roku. Powodzeniem nie grzeszę.

 

Teraz wątpię w to, że napiszę opinie do tych książek, które przeczytałam już jakiś czas temu. Nie do wszystkich z osobna. Przy rytmie życia jaki prowadzę, przy wszystkich obowiązkach i nauce, jest to dość trudne, bo potrafię skończyć książkę w poniedziałek, w piątek kolejną. A w sobotę przecież uczę. I sprzątam. I piekę ciasta. A w niedzielę? Zajmuję się siostrą, która pomimo swojej młodzieńczości potrzebuje człowieka, który pomoże nakierować się na odpowiednią drogę. A więc, czas ucieka. Notorycznie. To boli.

 

Jednak są powieści, są opowiadania (nowele?), o których muszę wspomnieć, choćby dlatego, by wiedzieć, że to robię, by posiadać jako taką systematykę pracy. Więc piszę. Jeszcze nie wiem jak - mimo, że już to robię. Nie wiem o czym - mimo, że w głowie mam pewne punkty do rozpisania. 

 

Patrząc na półkę tuż za laptopem, pierwszą książką, którą przeczytałam naprawdę dawno temu (hmm, czy wrzesień zeszłego roku był dawno?) jest The Innocent. Komiks specyficzny, bo posiadający trzech twórców. Ale od początku. Pomysłodawcą całego projektu jest Avi Arad, człowiek, który nie kryje tego, iż jest fanem komiksu japońskiego. To on w wywiadzie zdradził, że zamysł kształcił się w jego głowie przez wiele dni, gdyż chciał pokazać granicę - jakże delikatną i kruchą - pomiędzy życiem i śmiercią. Autorem scenariusza jest z kolei Junichi Fujisaku, który Avi'ego szczerze i otwarcie nazywa grubą rybą. Trzecią, tak samo ważną osobą jest Ko Yasung. Stworzył on rysunki - urzekają, wierzcie lub nie! Cała ta trójka przyczyniła się do tego, że trzymam właśnie na swoich kolanach tomik cienki, ale wartościowy, mimo, że nie drogi. Tomik w obwolucie, po ściągnięciu której ukazuje się biało-srebrna okładka, która porywa. A dalej? Dalej są stronice. Jest biało. I czarno. I szaro. Jest brutalnie, jest też wzruszająco. Czego chcieć więcej? (Jako, że ten tomik dostałam w prezencie, chciałabym po raz kolejny za niego podziękować, gdyż wiem, że prędzej czy później osoba ta trafi na tę stronę. Dziękuję za coś, do czego potrafię wracać.)

 

Dalej widać Balsamistę, a konkretnie najnowszy (w moich zbiorach) tom drugi, który także był prezentem, za który szczerze dziękuję. Co prawda, serię kompletowałam bez jakiejkolwiek chronologii wydawniczej, bez numeracji niemalże. I tak, niemal na koniec - gdyż został mi jeszcze tom siódmy - udało mi się zdobyć ten drugi. Po wielu dniach, pojawił się na tej półce, w otoczeniu pozostałych komiksów autorstwa Mitsukazu Mihary. Odbija się od nich swym dość jasnym odcieniem niebieskiego. Ale mimo to jest to tom tak samo wzruszający jak pozostałe. Tak samo zmusił mnie do zwilgotnienia oczu. Tak samo pokazał okrucieństwo losu. Tak samo pokazał egoizm, tak bardzo charakterystyczny dla ludzi. Wreszcie - pokazał to, co jest piękne. To, że człowiek jest zdolny do tęsknoty wyrywającej łzy. Człowieczeństwo. O tym jest ta seria. I to właśnie jest punkt, za który ją kocham.

 

Przeczytana raptem wczoraj w południe Córka Czarownic, to kolejna pozycja warta uwagi. Podczas pisania pewnie jeszcze wrócę do książek, które leżą na półce przeczytane dużo wcześniej. Lecz tu chciałabym się zatrzymać. By powspominać. By nadać temu wszystkiemu co znajduje się w mojej głowie po lekturze tej powieści odpowiedniej kolejności, odpowiedniej struktury. Ta pozycja ma dla mnie wartość sentymentalną tak wielką, że nie potrafię jej nazwać, by jej nie umniejszyć. Należy do ulubionych powieści autorstwa Doroty Terakowskiej osoby, która znaczy dla mnie za dużo, choć kocham te znaczenie. Ponadto mówi o tym, jak ważna jest miłość i okazywanie uczuć. Jak ważne jest poczucie cierpienia tej drugiej osoby. Jak ważne jest wreszcie współczucie. I pomimo tego, że nie kończy się źle. Nie kończy się smutno. Pomimo tego ostatnie słowa wywarły na mnie wpływ przeogromny. Powstało spustoszenie. Powstał smutek. Powstały łzy. Dlaczego? Nie wiem. Ale to było piękne. Dlatego, jeśli ktokolwiek ma zamiar przeczytać akurat tę książkę, niech się nawet nie zastanawia, gdyż nie ma nad czym, tylko ją otwiera. Tylko tak można znaleźć odpowiedź na wiele pytań.

 

Dalej widzę Sukienkę z mgieł autorstwa Joanny Marii Chmielewskiej, którą miałam wielką przyjemność poznać, gdyż jest to osoba nad wyraz spostrzegawcza, inteligentna i zwyczajnie rozmowna. Miałam okazję brać udział w zajęciach z tą panią, która nauczyła mnie wielu, a której chyba nigdy się za to nie odwdzięczę, gdyż nauka ta jest ogromna. I trudna.Z zajęć tych (trwających cały weekend) pozostały mi kartki z moimi tekstami, pozostała ta książka i pozostał kamień. Kartki mają w sobie coś, co nie pozwala mi ich wyrzucić. Kamień noszę przy sobie, gdyż jest to chryzokola. A książka? Książka zawiera w sobie tajemnicę w postaci autografu. Opowieść o życiu. O tym, jak ciężko żyje się żonie alkoholika. O tym, jak ciężko przyjąć do świadomości, że dziecko które miało być idealne, nie mówi. Wreszcie o tym, jak z miłości, która miała być tą jedyną, narodził się smutek i choroba. O tym jak ciężko jest uleczyć duszę. Czy sama powieść jest idealna? Nie powiedziałabym. Nie w całości mi się podoba. Ale ma w sobie to coś.

 

 

I tu chwilowo chciałabym zakończyć. Czas goni. Goni kolejna książka. Goni chęć odpoczęcia, chociaż na chwilę. I tylko, zanim się pożegnam, chciałabym dołączyć kolejną piosenkę. Tym razem coś polskiego, dla odmiany. KLIK! http://youtu.be/uw0VokW9-E8