174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Czuwać będzie nad każdym z was

Syn człowieczy - Yi Munyŏl

Siedzę w pokoju i od godziny usiłuję przypomnieć sobie powód, dla którego kupiłam tę książkę. Zwykle nie mam z tym problemu, wystarczy, iż spojrzę na okładkę, na opis, na cokolwiek. Ale tutaj... cisza jak makiem zasiał. W mojej głowie, rzecz jasna. To może głupie, ale jednak trochę mi z tego powodu przykro. To tak jakbym kupiła cokolwiek bez powodu, bez refleksji. Ot tak, jakbym kupowała sok. Papierosy i zapalniczkę. Bez myśli o tym co tak naprawdę robię.

 

Teraz możesz wierzyć, gdyż jesteś w rozpaczy. Teraz możesz żyć, gdyż umarłeś. [s. 27]

 

Na całe szczęście Syn Człowieczy nie jest zwykłym czytadłem, które niewiele pozostawia w głowie po lekturze. Nie nazwałabym tej książki arcydziełem, gdyż zdarzyło mi się czytać dużo lepsze powieści, ale nie należy ona do tej kategorii "zapychaczy". Cieszy mnie to, nawet pomimo faktu, iż książka nie kosztowała mnie dużo. Prawdę powiedziawszy, jest to kolejna powieść zakupiona w outlecie DeFacto. Miejsca, w którym bywałam częściej niż na plaży!

 

Jak takie nieszczęście może uderzać w ludzkość obojętną na dobro i na zło?

Bóg mówi, że bogaci, silni i ci, którzy mają władzę, nic nie są warci. Dlaczego więc są na tym świecie wszystkim? Według Słowa Bożego biedni i chorzy są wszystkim, dlaczego więc na tym świecie są niczym? Ten świat jest pełen przesądów. Czyż religia nie jest najbardziej przewrotną formą przesądu? [s. 54]

 

Książka jest kryminałem. A raczej jeden z dwóch poziomów tej książki, to kryminał. Drugi poziom nazwę roboczo teologicznym i gdzieś niżej poświęcę mu trochę uwagi.

 

Lud umiera nie dlatego, że bóg go opuścił, ale dlatego, że on sam opuścił swojego boga. Porażki w czasie wojny, obcy najeźdźcy to kwestia drugorzędna. [s. 140]

 

Poznajemy garstkę bohaterów, których imiona są tak nietypowe (orientalne!), iż ograniczę się do dwóch głównych. Pierwszym z nich jest sierżant Nam. Jest typem służbisty, który najlepiej sprawdza się w prostych sprawach, a zawiłe śledztwa i intrygi są jedną wielką przeszkodą w życiu, która to musiała stanąć akurat na jego drodze. Chyba każdy jest w stanie wyobrazić sobie człowieka, który narzeka na wszystko co go w pracy spotyka. Trochę tak jak panie w urzędach. Wściekłe, bo ludzie stoją grzecznie w kolejce i chcą złożyć dokumenty. Drugą postacią (o ile można tu mówić o postaci) jest Min Yosŏp. A w zasadzie to jego trup. Ciało. Zwłoki. Jak zwał tak zwał. I to on(e) stają(leżą!) na drodze sierżanta Nama, psując mu tym samym wizję przyszłych cudownie nijakich wieczorów.

 

Nie czcijcie mnie, nie budujcie dla mnie ołtarza, nie marnujcie cennych dóbr na ceremonie i ofiary w mojej intencji. Najpierw sami siebie zbawcie. Kochajcie bliźnich. Nie po to, by sprawić mi przyjemność, ale dlatego, że czyniąc to, sprawicie, że bliźni kochać będą was. Nie starajcie się posiadać więcej, niż wam trzeba. Nie dlatego, że to źle posiadać dużo, ale dlatego, że źle jest, gdy ktoś inny staje się biedny z waszego powodu... [s. 175]

 

Ten fragment jest jednym z moich ulubionych. Nietrudno stwierdzić, że nie potrafię się pogodzić z tym, że Kościół jest zbyt bogaty. Chociaż, mógłby być bogaty, gdyby nie to, że jedyne wydatki, jakie ma, to na budowę kolejnych kaplic, których przybywa jak grzybów po deszczu. Szkoda tylko, że wiernych jest coraz mniej. I będzie ich jeszcze mniej. I jeszcze mniej. W tych kilku prostych zdaniach zawarta jest cała Wiara, która jest moją Wiarą. Nie mogę powiedzieć, że jestem katoliczką, gdyż moja Wiara nieco odbiega od tego, czego obecnie uczą. Wracając jednak do książki, fragment zacytowany powyżej pochodzi z drugiego poziomu, o którym to wspominałam już jakiś czas temu. Drugim poziomem są notatki, które tworzył Min Yosŏp w trakcie swojego życia, swoich podróży i wieloletnich rozmyślań nad życiem i wiarą w ogóle. W notatkach wskrzesił postać Syna Człowieczego, który usiłował znaleźć wiarę, która będzie najbardziej zbliżona do prostego kodeksu zasad moralnych. Kochaj, pomagaj, nie osądzaj, nie wyzyskuj. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, iż po wieloletnich podróżach ów bohater dochodzi do wniosku, iż tak naprawdę niemal każda religia bazuje na sobie nawzajem. Niemal niczym się od siebie nie różnią, czasami są nieco bardziej okrutne, czasami bardziej seksistowskie. Moim zdaniem - bardzo skromnym zresztą - część, która skupia się na podróżach Syna Człowieczego jest częścią zdecydowanie wiodącą. Czytając o kolejnych wiarach całkiem zapominałam o śledztwie, które zamierało na długie dni, jakby go w ogóle nie było.

 

Także i tam bogowie zrodzili się z ludzkiego strachu i niewiedzy, wzrastali w poczuciu niemocy i urazy, dojrzewali, łącząc się, potem się personifikowali, a starzeją się z powodu logiki i umierają z powodu wiedzy. [s. 187]

 

Pewna przeświadczenia o słuszności swojej tezy stwierdzam, iż część kryminalna jest w sumie nieistotna. Musiała powstać, by znaleźć powód, dla którego publikacja notatek Mina stała się wyjaśniona, w pewien sposób nawet pożądana. A że padło akurat na morderstwo... i tak bywa, nieprawdaż? Autorzy miewają najróżniejsze pomysły i jakikolwiek sprzeciw nie ma sensu. Nawet jeśli zabijają ulubionego bohatera. Znowu.

 

Zdałem sobie sprawę, że zewnętrzność każdej rzeczy jest tylko czasowym i subiektywnym wrażeniem, którego w każdej chwili dostarczają nam zmysły. Wrażenie to dalekie jest od prawdy. [s. 196]

 

To, co podobało mi się najbardziej, była zwykła szczerość. W tym, że tak naprawdę niezależnie od boga, nic nie ulegnie zmianie, gdyż każdy bóg jest jednym bogiem. Żaden z nich nie różni się zbyt wieloma elementami, z żadnym z nich "nie będzie nam lepiej". Z jednej strony jest to przygnębiające, ale z drugiej pokazuje, że jednak nie jest tak cudownie, jak to wszyscy usiłują utrzymywać. I za to cenię tę książkę. Bo otworzyła mi oczy na wiele elementów mojego życia. Miejmy nadzieję, że wiedza, którą z niej wyniosłam będzie czuwać nade mną jeszcze bardzo długo. Jeśli nie, przeczytam ją jeszcze raz, i znowu, i po raz kolejny.