174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Było jedynie dogasającym nowojorskim popołudniem

Wysłuchane modlitwy. Powieść nieukończona - Truman Capote

Przyznam się bez bicia, iż od przeczytania tej książki do teraz jakieś sześć razy usiłowałam o niej cokolwiek napisać. Jednak jestem totalną sierotą życiową, która o wszystkim zapomina, której wiecznie trzeba wszystko przypominać itp. A że nikt nie przypomina mi o pisaniu, to nie piszę. Być może to smutne i przykre, ale o tym (tak mi się wydaje) niebawem coś wstawię. Trzeba skorzystać z długiego weekendu. 

 

Trumana nigdy nie czytałam. To muszę wyznać od razu. Wysłuchane modlitwy. Powieść nieukończona jest pierwszą i póki co ostatnią jego powieścią, jaką udało mi się zdobyć. Z tego powodu nie wiedziałam (ale tak absolutnie!), czego mogłabym się spodziewać. Podejrzewałam, że nie będzie to historia o tej jedynej, prawdziwej i romantycznej miłości, bo mimo wszystko Samego Capote'a odrobinę znam. Jednak zdecydowanie nie spodziewałam się zastać tego.

 

Możliwe, iż zabrzmiało to strasznie i okropnie, i beznadziejnie, ale jednak nie o to mi chodziło. Książka zdecydowanie mi się podobała. Miała w sobie coś, co sprawiło, że przeczytałam ją dość szybko, lekko i nawet przyjemnie. Prawdę powiedziawszy dobrze by było znowu ją przeczytać, by odpocząć, ale (o zgrozo) nie mam czasu. Zdecydowanie nie mam czasu.

 

Wracając do meritum sprawy, Wysłuchane modlitwy. Powieść nieukończona nie są o modlitwach, których uczą dzieci przed pierwszą komunią, oj nie. Cały tekst kręci się naokoło owych wysłuchanych modlitw. Pozwolę sobie tu przytoczyć zacytowane przez Trumana słowa św. Teresy

 

Więcej łez płynie z powodu wysłuchanych modlitw niż tych niewysłuchanych.

 

Prawdopodobnie większość opinii o tej książce twierdzi, iż głównym jej tematem jest seks. Ja tego nie zamierzam wykluczyć. Może brzmi to obcesowo, gdyż z jednej strony cytuję słowa tak sławnej i pobożnej kobiety, a z drugiej piszę o seksie jak o dominującym elemencie powieści. I tak jest. Z jednej strony mamy ból spowodowany przez te wysłuchane modlitwy, ból znacznie dotkliwszy od tego, który czujemy z powodu niewysłuchanych. Ale jednak z drugiej jest wyraźny fragment wyścigu szczurów, w którym tak naprawdę wszyscy uczestniczymy. Czy jestem krytyczna? Owszem. Wynika to między innymi z tego, iż sama po sobie widzę, że nawet jak nigdzie się nie spieszę to i tak nie mogę cieszyć się spokojnym spacerem, bo po prostu tak.

 

Wracając jednak do samego seksu, Capote pokazał bardzo ważną, ale jakże druzgocącą mnie sytuację. Wikłając swoich bohaterów w przeróżne historie, parował ich raz za razem, za każdym razem dla zysku. Staram się być jak najbardziej obiektywna, gdyż jest to jednak coś, co dla mnie jawi się jako paskudne. 

 

Powieść nie jest zła. Jest cholernie prawdziwa ukazując okropieństwo człowieka, którego bardzo często mijamy na ulicy. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że być może spotykamy kochankę naszego szefa, skądże znowu. Jednak warto sobie uświadomić, iż zaskakująca wielka liczba osób w ten właśnie sposób pnie się po szczeblach kariery. Pytanie - czy jeśli ten szczyt jest ową wysłuchaną modlitwą, jak szybko dotrze do nas rozum, który boleśnie ukaże nasze zepsucie?

 

Jest to niewątpliwie książka o seksie, zepsuciu człowieka, wykorzystywaniu siebie nawzajem, ale też o ambicjach i o potrzebach. Bardzo często satyryczna, zabawna, zdecydowanie wulgarna i perwersyjna. Prawdziwa.