174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron
Uwaga Spoiler!

Chce się żyć

Chce się żyć - Maciej Pieprzyca

Od jakiegoś czasu staram się wprowadzać małe zmiany, krok po kroku, by samej się w tym nie zgubić. Tym razem zaprzestałam publikować pod etykietą recenzji. Powód jest prosty. Sama nie uważałam, żeby moje teksty były recenzjami. Na szczycie kartki, na której chronologicznie wypisałam książki przeze mnie czytane od wakacji, widnieje całkiem trafny i dość miły dla oka napis "refleksje". Nie potrafię jednak i do tej szuflady zakwalifikować tego co piszę. Dlatego koniec z tym nazywaniem. 

 

Tę pozycję poznałam dwójnasób. Najpierw za pomocą filmu, a dopiero niemal rok później - dzięki książce. Raczej nie robię tego w takiej kolejności. Powiedziałabym raczej, że poznawanie czegokolwiek kończę na wnikliwej lekturze i nocach poświęconych na przewracaniu się z boku na bok. Może to brzmi dziwnie, ale właśnie ten uporczywy brak snu pomaga w kształtowaniu się mojego wyobrażenia o danej książce.

 

- [...] Bóg cię kocha, Mateuszu.

Bogu niech będą dzięki. Co by było, gdyby mnie nienawidził? (str. 146)

 

Jednak nie powiedziałabym, że taka kolejność poznania jest błędna. Dostrzegam wiele walorów filmu, który naprawdę mi się spodobał. Niewątpliwie była to jedna z tych produkcji, które zapamiętam na długi czas, lecz nie jest to miejsce na pisanie o ekranizacji, a o pierwowzorze. I tu też pojawia się pewna bardzo ważna kwestia. Jestem człowieczkiem, którego miękkie serce bardziej poruszy prosty, ale dobry tekst niż obraz. Koniec kropka.

 

W oczach ludzie są najprawdziwsi.

 

Pomimo tego, iż nie należę do osób szczególnie lub chociaż normalnie uczuciowych, jest to opowieść, która autentycznie potrafiła mnie wzruszyć. Jest to kolejna książka z półki "czytane w pracy". Jednak tym razem odważnie twierdzę, iż żałuję. Jest ku temu jeden konkretny powód. Nie jest łatwo ukryć łzy kręcące się w oczach przed klientami. 

 

Tego dnia zrozumiałem, że muszę coś ze sobą zrobić. Sam. Dłużej nie mogę czekać z założonymi rękami. Nawet jeśli samodzielnie nie daję rady założyć rąk.

 

Jedną z kwestii, którą chcę poruszyć, jest siła głównego bohatera, Mateusza. Siła to dość abstrakcyjne stwierdzenie, ale używam go celowo, gdyż moim zdaniem jest adekwatne do tego, co o tej osobie sądzę. Bardzo dobrze nakreśla to powyższy cytat. Jestem pod niesamowitym wrażeniem tego, jak wiele samozaparcia trzeba byłoby włożyć w tak wytrwałą pracę. Dla mnie wydaje się to niemal niemożliwe, gdyż dysponując swobodną możliwością wypowiadania się, bardzo często trudno mi pokazać to, iż potrafię myśleć. Może brzmi to tak, jakbym przez większość życia robiła z siebie bezmózgiego idiotę, jednak nie o to chodzi. Pokazanie intelektu to nie zabłyśnięcie znajomością reguł i zasad. To ogół wiedzy poprawnej i ukazanej w stylu elitarnym lub chociaż naukowym. Z tego właśnie powodu postać Mateusza jest całkowicie obłędna i posiada tak wielką energię, iż nie sposób nie zarazić się od niego potrzebą pracy nad samym sobą.

 

Nie jestem biedny, jestem jaki jestem.

 

Ponadto autor pokazuje coś, co bardzo często sprawdza się w życiu każdego z nas, nie tylko w książkach. Jeśli coś dzieje się nie tak, to po całej linii. W niemal każdej strefie życia coś się wali. I w jednej chwili z okazałych świątyń mamy jedynie ogrom gruzu, który trzeba posprzątać. W ten sposób poniekąd dodatkowo "ukarany przez los" został Mateusz. Najpierw utracił ukochanego ojca, który jako jeden z niewielu ludzi potrafił i chciał pokazać mu coś, co wykracza poza możliwości poznawcze dziecka z mózgowym porażeniem czterokończynowym. Następnie wyjeżdża Brader, człowiek, który zdawałoby się, doskonale Mateusza rozumiał i w ogóle się go nie wstydził. A gdyby tego było mało, upadek mamy definitywnie kończy szczęśliwe życie w domu rodzinnym. Te trzy osoby łączy jedno. Bezpretensjonalna miłość.

 

Dziś bym pomyślał, że jak ktoś jest inny, to może nie jest z nim wcale tak źle. Bo jest wyjątkowy i oryginalny.

 

Moim skromnym zdaniem nie sposób opowiadać o tej książce, która ma tak wymowny tytuł, nie napomykając chociaż o kwestii całkiem odwrotnej. Chce się żyć jest zdecydowanie mocną historią, która ukazuje jak ważne staje się życie, jak wiele można od niego dostać, nawet jeśli nie ma się możliwości brania. Z drugiej strony pojawia się tak wiele samobójstw, tak wiele osób pragnących ze sobą skończyć, iż po poważnym wgłębieniu się w temat można się przerazić skalą. A jest ona ogromna, moim zdaniem znacznie większa od oficjalnych danych. I pojawia się z mojej strony pytanie: jak to jest? Co roku rośnie odsetek odnotowanych samobójstw, coraz więcej ludzi przyznaje się do tego, iż posiada myśli samobójcze czy nie widzi sensu życia. Jest to o tyle przerażające, iż nie zdajemy sobie sprawy jak wiele osób w naszym najbliższym otoczeniu ma z tym problemy. Jednak jednocześnie ilość osób takich jak Mateusz. Z tegoż powodu jest to książka, z której możemy się nauczyć chociaż jednej prawdy o naszym istnieniu.