174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Zamienia w lodowate powietrze

Niebo i piekło - Jón Kalman Stefánsson

Jak już wspominałam wcześniej, w wakacje miałam okazję znaleźć pewien zaskakujący mnie często kiermasz książek. Był to outlet DeFacto i w tej chwili uważam, że był dla mnie małym zbawieniem. Coś w stylu raju. Znaleźć w nim można było wiele. Nowych i starych powieści. Przewodników i książek kucharskich. Mogłam w nim odszukać przeczytaną już przeze mnie powieść On wrócił, ale i książki Jacka Kerouaca, które bardzo chciałam przeczytać. Jednak, na moje nieszczęście, rozeszły się jak gorące bułeczki. Trochę mi przykro z tego powodu, jednak uważam, iż jeśli nie tam, to gdzie indziej.

 

Niebo i piekło jest dość niepozorną książką. Na okładce zamieszczono zdjęcie łodzi, w oddali widać wzburzone wody, zachmurzone niebo. Gdy teraz myślę, co pchnęło mnie do wzięcia jej do ręki, sprawdzenia opisu - nie wiem. Prawdę powiedziawszy, nie widzę w niej nic, co mogłoby mnie porwać. Ale jednak jakoś się stało, iż przeczytałam wszystko, co zostało zamieszczone na tylnej okładce przez polskiego wydawcę i wyszłam z nią w ręku. Kupiłam ją tylko dlatego, iż Bárður, jeden z głównych bohaterów, określony został jako miłośnik literatury. Sama nim jestem i lubię czytać o ludziach, którzy lubią czytać książki, takie moje małe hobby. Pewnie jest to trochę płytkie, ale już tak mam i nie będę się przed tym jakoś specjalnie bronić. 

 

[...] nie pamiętamy już dokładnie, tyle się zapomina, wypłukuje z pamięci. Nauczyliśmy się z biegiem czasu, że lepiej ufać uczuciom niż pamięci. (18)

 

Zaskakująca za to była reakcja ludzi, którzy pytając o czym jest ta książka, robili wielkie oczy, nie wierząc, iż czytam o... rybakach. Szczerze powiedziawszy, sama byłam tym zdziwiona. Podejrzewam, iż gdyby nie język tej opowieści, porzuciłabym ją w połowie. Albo na początku. Jednak język, ach język! Dla mnie był i nadal jest czymś, co mnie w pełni oczarowało i uwiodło. Wodziło za nos wiele dni (pomimo, iż czytałam ją krótko) i jeszcze nie raz to uczyni. Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko zbiór kilkudziesięciu liter w różnorodnych kombinacjach. I ja się zgodzę. Jednak kombinacje są tak oszałamiające, iż czytając, miałam wrażenie przebywania w całkiem innym świecie. Znacznie jaskrawszym, ale jednocześnie przydymionym mgłą. Cudownie jest widzieć każdy kant, a jednocześnie móc ich nie dostrzegać. 

 

To, co w życiu najważniejsze, pewnie w ogóle nie da się kupić. Nie, jasne, że nie. Niestety. Albo właściwie: Bogu dzięki. (19)

 

Jeśli ktoś pytałby mnie, w jakim czasie najlepiej sięgnąć po tę pozycję, śmiało i pewnie stwierdzam, iż najlepiej czytać ją w samotności. I ciszy. Jesienne długie wieczory, leniwe niedzielne poranki z kawą w łóżku, bezsenne noce o każdej porze roku, cudowne zachody słońca na plaży w lato. W moim wypadku były to raczej zachody słońca na zimnej plaży w lato (a może tylko mnie mroziło?), zdecydowanie bezsenne noce i puste cztery ściany. To brzmi bardzo nostalgicznie, być może melancholijnie. Ale prawdę powiedziawszy, mi to absolutnie nie przeszkadzało. Jestem człowiekiem nienauczonym obecności drugiej osoby. W tym wypadku moja osobowość okazała się nawet zaletą, gdyż mogłam w pełni skupić się na treści, którą ukochałam sobie od pierwszych zdań. Która porwała mnie ze sobą, okazywała wiele czułości, ale i brutalności świata, w którym każdy z nas żyje.

 

Nasze życie to ciągłe poszukiwanie pociechy, tego, co sprawi nam radość, uchroni od wszelkiego zła. Niektórzy wyruszają w długą i trudną drogę i niczego nie znajdują, poza pewnego rodzaju celem, swego rodzaju przyjemnością szukania, a my pozostali podziwiamy ich wytrzymałość, ale nam samym życie sprawia kłopoty, więc zamiast szukać, sięgamy po chiński eliksir i wciąż pytamy, którędy najkrótsza droga do szczęścia, a odpowiedź znajdujemy w Bogu, nauce, wódce i chińskim eliksirze. (32)

 

Jednak to nie jest tak, że dostrzegam w niej same plusy. Owszem, uważam ją za genialne studium nad rozpaczą człowieka, niesamowitym opisem życia, jakie wiodą ludzie, którzy świadomie narażają siebie i swoich bliskich znajomych na pewnego rodzaju cierpienie i niewygody w zamian za dobro, które mogą uzyskać. Ponadto zawiera naprawdę dogłębną analizę tego, jak jeden człowiek przywiązuje się do drugiego. Jak na sobie polegają. A wreszcie co czują, kiedy są postawieni wobec odejścia jednego z nich. Tak naprawdę cała książka jest opisem cierpienia po stracie. Próby znalezienia sensu w życiu bez najbliższego kompana. To tak jak w opowieści o jednej duszy podzielonej na dwie części. Póki nie znajdą siebie nawzajem, nie będą w stanie czuć szczęścia w pełni. Jeśli zaś siebie stracą, nie są w stanie istnieć samotnie. Tak jak Przyjaciel. Nie musi mieć imienia, by czuć. Nie musi mieć nazwiska, by cierpieć. Jest tak samo realny jak każdy nazwany. Mogłabym tak wymieniać i opisywać w nieskończoność, jednak uważam, że w porządku byłoby napisać o tym, co mi nie odpowiadało. Chodzi mi przede wszystkim o to, iż pewne fragmenty Stefánsson zbyt rozciągał. Zbyt rozkładał na czynniki pierwsze, przez co miało się wrażenie, że nim zakończy jeden temat, zamarzną wszyscy. 

 

Wciąż jeszcze słowa potrafią wzruszać ludzi, niewiarygodne, może światło jeszcze nie całkiem w nich wygasło, może jest jeszcze, mimo wszystko, jakaś nadzieja. (35)

 

Zadając sobie pytanie, czy sięgnęłabym po nią, gdybym dokładnie wiedziała o czym jest, z pełną stanowczością odpowiadam: tak. Dzieje się tak z kilku powodów, a najważniejszy z nich jest taki, iż tak naprawdę akcja nie jest w niej najważniejsza. Czytając ją, miałam wrażenie, że jest tylko tłem, potrzebnym to dokładnego ukazania wszystkiego innego. Dzięki temu jest to książka, którą można czytać wielokrotnie, gdyż zawsze znajdzie się w niej coś nowego, coś, czego nie dostrzegło się poprzednim razem, zawsze nas czymś uwiedzie. Pokaże nowe wartości. Nauczy. W ten sposób podchodzę do niej ja. Już teraz nauczyła mnie niesamowicie wiele. I oby jeszcze więcej przede mną skrywała.