174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Kto zacz

Zmyślone życie Siergieja Nabokowa - Paul Russell

Gdy przez przypadek natknęłam się na recenzję o tej właśnie książce, pierwsze co przeczytałam, to informacja o przyjemności, która płynie z czytania tejże. Zastanawiając się nad czytaniem książki o człowieku, który był bratem sławnego pisarza, myślałam czy jest sens. Problem nie w tym, że nie wiem kim jest Nabokow. Problem w tym, że wolę czytać o ludziach, których znam. Ludziach, o których chcę się czegoś dowiedzieć. A pan sławny Nabokow jakoś nigdy nie pozostawił w mojej głowie czegoś wielkiego. Prawdę powiedziawszy, zaczęłam ją czytać, bo potrzebowałam czegoś o niczym. Zamawiając ją do domu, myślałam o lekturze, przy której nie będzie wiele myślenia. I tu był pierwszy mój błąd.

 

Nie bardzo wiedziałam, czego mogę się spodziewać, dlatego przyjęłam opinię recenzenta jako pewien wyznacznik. Sądziłam, że skoro osoba, która pisze o książkach długi czas, zna się na nich, na sztuce w ogóle, nie powinna się mylić w jakiś dramatycznie wielki sposób. I tu jest coś, co dotarło do mnie całkiem niedawno: nie można wierzyć w każde słowo w recenzji. Jestem osobą, która dostrzega wiele symboli, ale bardzo często są one całkiem niewidoczne dla postronnego człowieka. Nawet, gdy ktoś przeczyta tę książkę z taką samą zapalczywością jak ja, może ich nie dostrzec, albo dostrzec ich znacznie więcej.

 

Zawsze uciekamy - od osób, od uczuć, od krajobrazów, od sposobu życia. Muzyka i taniec, sztuki, które kocham najbardziej, są niczym innym jak tylko ucieleśnieniem nieustannej ucieczki wyrażonej wzmożonym dźwiękiem i ruchem [...] (35)

 

Tak naprawdę odnalazłam w niej coś, co najpiękniejsze i najsmutniejsze w życiu. Zawiera gorycz i słodycz istnienia. To coś nieporównywalnego z czymkolwiek innym. Może brzmi to w tej chwili jak masło maślane, jednak nie da się inaczej tego wyrazić. Chciałabym napisać to jakoś piękniej, bardziej wzniośle, zwyczajnie lepiej. Ale czuję się tak wyzuta z jakiejkolwiek zdolności.

 

Każda noc odbiera nam jakiś ułamek naszego dziedzictwa. (87)

 

Pierwszym i dość ważnym dla mnie plusem tej książki jest to, iż czytało się ją naprawdę płynnie. Wiadomo, że niekiedy ze zmęczenia przysypiałam, nie byłam w stanie skupić się na narracji, na akcji, bohaterach czy uczuciach. Ale jednak pomimo piętrzących się problemów i trosk, jakoś odnalazłam się w chaosie życia drugiego człowieka, które poznawałam od podstaw sięgających dzieciństwa. Czytanie tego typu książek jest (dla mnie) podobne do zajęcia terapeuty, który siedzi i słucha o tym, co zamierza wyjawić mu pacjent. Swoją drogą - pacjent to złe słowo. Kuracjusz? Trochę wyszło z obiegu, ale jak dla mnie może być.

 

Ludzie tego zupełnie nie rozumieją, ale sztuka jest tylko w połowie natchnieniem, reszta to papierkowa robota. Artystę od księgowego różni tylko jeden zbawczy wers i miejsce, w którym go postawi [...]. (217)

 

Niesamowicie podobało mi się także to, iż książka zawiera naprawdę dużo opisów sztuki samej w sobie. Tego, jak wielki wpływ ma na kształtującą się psychikę, jak ważna bywa w życiu człowieka, jak trudno się od niej oderwać, jakie ukojenie daje itp. Prawdę powiedziawszy, podczas czytania miałam chwilami wrażenie, iż czytam częściowo o swoich uczuciach i relacjach. Jak gdyby autorem licznych opisów przeżyć byłam ja, a nie postać całkiem ode mnie różna.

 

Do czego służy czas, jeśli nie do marnowania? Pytanie brzmi, jak się go marnuje. (307)

 

Oprócz całej gamy odniesień do sztuki, autor całkiem sprawnie włącza w akcję niezliczone pytania natury egzystencjalnej. To powyżej jest jednym z wielu, które odnoszą się do upływu czasu, nad którym oczywiście nie umiemy panować. Jednak zwraca subtelnie uwagę, iż to od nas zależy, w jaki sposób ten czas zmarnujemy. Na bezmyślnym (bardzo współczesna wersja) przeglądaniem internetu czy może na konstruktywnej dyskusji na temat jakiejś sztuki teatralnej, ciekawego filmu? Nie narzuca nikomu lepszych bądź gorszych form spędzania wolnych chwil. Jednak zauważa, że każdy sam je sobie kreuje. Sami je wartościujemy. I dla jednych spełnieniem marzeń jest dzień spędzony na czytaniu pasjonującej książki, a dla innych wizyta w kinie na filmie, który bardzo chciało się obejrzeć. Piękna wolność wyboru, coś do czego mamy pełne prawo.

 

 

Przekonałem się o czymś jeszcze - wszyscy, każdy z nas, żyjemy tylko poprzez sztukę. Nieważne jaką - czy to pisarską, malarską, muzyczną czy taneczną. Tylko w niej rozkwitamy i w niej możemy przetrwać. (365)

 

Bez wątpienia nie jest to książka bez skaz. Nie zachwyci ona każdego, nie każdemu się spodoba, być może wielu uzna ją za nijaką. Jednak nikomu nie narzucę swojego zdania. Każdy ma prawo sądzić o niej co chce. Póki będzie mieć ku temu odpowiednie argumenty - droga wolna. Moja to ścieżka wiodąca do wielu plusów. Widzę je i są dla mnie zrozumiałe. Dla innych - nie muszą.