174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Pamiątki ze stolicy

Słowo wstępu: Animatsuri 2013 jak najbardziej udane i przeżyte radośnie i przyjemnie (nie mówmy o powrocie, który nie należał do najlepszych). Dużo się działo, jeszcze więcej czuło. Atmosfera cudowna, ludzie genialni, atrakcje nie do zapomnienia (przynajmniej te, w których uczestniczyłam). Ale co to by było, gdybym nie wróciła z nowymi książkami? No właśnie, zakupów było co nie miara, w końcu to konwent, więc wszystkich przypinek/kolczyków/pałeczek opisywać nie będę, a przejdę od razu do tego, co lubię najbardziej.

 

Zaczynając od powieści wypożyczonych w bibliotece jeszcze przed wyjazdem, to pragnę przedstawić Kod Królów, który zaczęłam czytać, bo jako maniak książek nie mogę przepuścić okazji do przeczytania powieści właśnie o książkach. Z tym, że jest to egzemplarz dla młodzieży, a więc niespecjalnie trafia w moje gusta. Wszak już dawno czytałam coś, co nie jest dla dorosłych. Z opisu na okładce można dowiedzieć się tyle co: Beatrycze spędza wakacje u wujka w antykwariacie, który ten prowadzi. Zacny wujaszek dostaje zlecenie na odnalezienie konkretnej biblioteczki. Zlecenie jak zlecenie. Gorzej, gdy wujek Glauc odkrywa co dokładnie jest celem zleceniodawcy: słownika Języka Królów, czyli najstarszego uniwersalnego języka świata. Kto nim mówi, zdobywa władzę nad tymi, którzy go słuchają. I wszystko byłoby pięknie, gdyby mój wiek był dostosowany do wieku potencjalnych odbiorców tejże powieści. Ale i tak przeczytam, dla zabicia czasu.

 

Następnie zacnie odwiedziłam oddział dla dorosłych i tam wypożyczyłam Tam gdzie spadają Anioły Doroty Terakowskiej. Co prawda miałam to przeczytać jadąc do Warszawy, jednak okazało się, że pociąg pozbawiony był światła, a latarki w oczach nie mam, by czytać w nocy. Dlatego Terakowska czeka spokojnie w kolejce na swoją kolej. Co do opisu: jego niestety przy powieści tej autorki nie będzie. To jest to, w twórczości Terakowskiej, że aby zrozumieć i choć trochę poznać jej powieści, należy je przeczytać, bo w tym wypadku opisy i streszczenia na nic się zdadzą. Taka jest prawda, którą ja sama wyznaję ze znajomą, z którą na ten (i wiele innych) temat rozmawiałam. Po prostu zachęcam do przeczytania, bo warto.

 

Już wychodząc z biblioteki dojrzałam stosik niewielkich książek o kolorze czekolady. Jest to zbiór tekstów, które miały okazję wygrać konkurs organizowany przez moją bibliotekę. Część tekstów tylko przejrzałam, część przeczytałam od deski do deski. Powiedzieć mogę: poezja nie w moim guście. Te, które przeczytałam, można policzyć na palcach jednej dłoni, bo było ich tylko trzy. Wszystkie napisane przez jedną dziewczynę, może nie świeciły blaskiem, może nie wzbudziły większych uczuć, ale na pewno były... dobrą lekturą w czasie oczekiwania na pociąg. Śmiem jeszcze dodać, że znam o wiele lepsze utwory liryczne, które pisze mój dobry znajomy - student politechniki z wielkim sercem do literatury ogólnie pojętej. Ale, oprócz liryków, były także opowiadania. W całości przeczytałam tylko dwa. Jedno mojej znajomej, drugie przez to, iż autorka ma podobne zainteresowania co ja. Powiem szczerze, że otrzymałam coś, czego się nie spodziewałam. Nie jest rzeczą naturalną i ogólnie powszechną przeczytać opowiadanie konkursowe, które zajęło drugie miejsce, a które opowiada o miłości mężczyzny do mężczyzny. Wielki ukłon do autorki, która odważyła się taki tekst nadesłać, bo jest to równocześnie tekst dobry, dopracowany i wypieszczony. Ten drugi musiałam sobie dzielić, ponieważ były chwile, w których należało wytrzeć łzy, które leciały ze śmiechu. Tak więc, tomik Utalentowani, to kolejny, który zostanie umieszczony na mojej półce - gdzie, to jeszcze nie wiem, ale to tylko wina braku miejsca.

 

Jeśli to już zostało opowiedziane, to teraz czas na zakupowe szaleństwo na konwencie. Jak dla mnie to szaleństwo, bo nie mam w zwyczaju kupna kilku książek na raz - ograniczenie finansowe, psia mać. Ale od początku.

 

Pieśń dla Feniksa Danuty Miklaszewskiej jest pierwszą pozycją, którą zakupiłam na zacnym stoisku wydawnictwa Kotori. Tomik urzekający okładką (te szaty są cudowne, doprawdy), ponadto na wysokim poziomie, a na deser ulubiona tematyka? To jest możliwe, a w moim przypadku, są na to nawet dowody. Coś o autorce: germanistka z wykształcenia, z zamiłowania jednak amatorka sinologii. Na jej twórczość wpływa przede wszystkim poezja i muzyka, stąd jej styl może uchodzić za liryczny. Coś o książce: Zakazane Miasto na powrót staje się siedzibą cesarzy. Potęga Chin rośnie po zawirowaniach kryzysu finansowego, który rzucił na kolana państwa Zachodu. Co z tego wyrośnie? Jakie będą konsekwencje? Jakie sytuacje się utworzą? To wszystko jeszcze przede mną, ale oczekuję czegoś dobrego dla oka i wyobraźni.

 

Ta dam! Zakochany tyran Hinako Takanagi także niebawem znajdzie się gdzieś na mojej półce, lecz jeszcze nie wiadomo gdzie. Ale wszystko z czasem, więc staram się nie denerwować. Wracając do głównego tematu, Tyran jest mangą, po raz pierwszy wydaną w Polsce przez młodziutkie wydawnictwo Kotori, o którym wspominałam trochę wyżej. O czym jest? O miłości geja do znajomego, który jest homofobem. Cóż, temat jak dla mnie znany, bo w takiej kategorii siedzę już dłuższy czas, ale szczerze powiedziawszy, ciekawa jestem jak to wyglądało w postaci papierowej, bo na ekranie już oglądałam, anime rzecz jasna. Tego jeszcze nie udało mi się zacząć, zdążyłam tylko leniwie przekartkować i nacieszyć oczy ładną kreską.

 

Kolejnym zakupem było Beautiful Days, które albo się kocha, albo nienawidzi za to, jakimi rysunkami podzieliła się autorka. To jest właśnie w tym tomie specyficzne - bez polubienia tego co się widzi, nie da się przeczytać całości. Tsuki, z którą byłam na konwencie próbowała, ale i ona poległa. Więc coś w tym jest. Na dodatek, sama założycielka wydawnictwa, z którą miałam okazję się poznać i przejść do mówienia na ty, to potwierdziła. Nim kupiłam, pozwoliła mi "pożyczyć" tomik i się z nim zapoznać. Kochana kobieta, mam nadzieję, że spotkam ją na Niukonie, który odbywać się będzie we Wrocku od 9 do 11 sierpnia. A o czym jest ta pozycja? O fajtłapie, który przygarnia wszystko, co znajdzie na ulicy - zarówno zwierzęta, jak i ludzi. Jednym z nich jest właśnie Asahi, młodzieniec, z którym mieszka, a którego porzuciła matka. Jest to kolejna pozycja z klasy boy x boy, ale szczerze mogę powiedzieć, że historia jest cudowna. Oprócz głównej fabuły są jeszcze trzy, poboczne. Jedna wynikająca po części z głównego wątku, dwie kolejne całkowicie nowe, ale do siebie nawiązujące. Przyznać także należy, iż całość prezentuje się niesamowicie i dostaje nalepkę dramatu. Cudo, jak dla mnie.

 

I już ostatnia zdobycz: Szkarłatny Kwiat Tomoki Hori. Także składa się z kilku historii, które niekoniecznie mają w sobie coś wspólnego. Aczkolwiek, głównym wątkiem jest historia porywczego yakuzy, który został zraniony w trakcie mafijnych porachunków. Trafia on - za sprawą przypadku - pod opiekę młodego Mistrza Ceremonii Parzenia Herbaty. Wynikają z tego ciekawe rzeczy, ale zdradzić ich nie chcę, więc powiem tylko, że całkowite zakończenie tej historii jest na samym końcu, po wątkach niezwiązanych z tym głównym. To także jest mi już znane w całości. Tak więc, polecam.

 

A na koniec, tak już prawie tradycyjnie, piosenka,która towarzyszyła mi od początku jazdy pociągiem do Warszawy, przez cały konwent, aż do chwili obecnej. Nawet teraz jej słucham, dla uspokojenia myśli i wyciszenia. Klik! --> http://www.youtube.com/watch?v=FYPpsVfBLIg Miłego słuchania wszystkim tym, którzy się skuszą. I czytania, rzecz jasna.

 

Jakość wręcz koszmarna, ale to nic!