174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Kłaniając się nisko

Sztuka życia dla mężczyzn - Szczepan Twardoch, Przemysław Bociąga

Zanim jeszcze zaczęłam czytać Sztukę życia, zanim jeszcze kupiłam tę książkę w Biedronce (całe 10 złoty, jak tu się nie skusić?), oglądałam wywiad Twardocha w 20m2 Łukasza. I po tym wywiadzie obiecałam sobie, że poznam prozę Szczepana, choćby nie wiem co. Uznałam, że ten facet ma co przekazać i warto poświęcić mu więcej niż dwadzieścia minut w przeciągu całego życia. A później poszłam na zakupy i moje obietnice typu "Kupię nową książkę jeśli przeczytam dwie z tych, które czekają w swojej kolejce na półce" poszły się czesać u fryzjera. I tak wróciłam do domu ze Szczepanem. Brzmi dość... obscenicznie.

 

Początkowo czytałam tę książkę z nastawieniem "to sama kpina z ludzi i ich zachowań", do czego zachęcali autorzy. Jednak to, iż odkryłam w tejże książce coś więcej było zaskoczeniem jakich mało. Ale od początku.

 

Jak sam tytuł mówi (a może to podtytuł?), jest to: Sztuka życia dla mężczyzn, czyli bezużyteczny poradnik życia towarzyskiego i uczuciowego dla brzydkich, grubawych, łysiejących i nieszczególnie inteligentnych oraz ciekawy esej o życiu towarzyskim i uczuciowym dla wszystkich pozostałych. Może zawierać śladowe ilości kpin. nie należało się spodziewać filozoficznych rozważań na temat być czy nie być. Ubrać czy nie ubrać w tym wypadku może być bardziej adekwatne.

 

Pomijając to, iż autorzy naprawdę postarali się o rozrywkowe podejście do tematu i faktycznie nie obyło się bez tony ironii i sarkazmu oraz podchodząc do książki na pełnym luzie (inaczej nie da się tego opisać), można odkryć coś, co faktycznie można nazwać małym poradnikiem. Małym, dlatego, że każda rada, które to pojawiały się dość często, okraszona (szczodrze!) została taką ilością kpin, jadu i tego wszystkiego, iż nie sposób było się nie śmiać podczas lektury. 

 

Jednocześnie, warto nadmienić, iż autorzy na pewno posiadają ogromną wiedzę na tematy, które odważyli się poruszyć. Skąd ten wniosek? By móc kpić chociażby z piwa i jednocześnie robić to z klasą, byli w stanie przedstawić proces produkcji piwa. By napisać jeden rozdział o alkoholach, trzeba było dowiedzieć się na czym polega fermentacja win, jakie smaki są idealne do jakich potraw, które najlepiej przypasują kobiecie itp.

 

Jednak, jedynym minusem - dla mnie - jest rozdział o autach. Jako kobieta, która kompletnie się nimi nie interesuje, nie byłam w stanie go przeczytać, bo gdy pojawiły się poszczególne marki i modele, wpatrywałam się tępo w stronę, nie wiedząc co czytam. Być może, kiedyś uda mi się zrozumieć ten motoryzacyjny świat, ale nie w tej chwili.

 

Szczególnym plusem tej książki jest jej język. Uważam, go za naprawdę przejrzysty i trafiający do dużego grona odbiorców. Jest prosty, komunikatywny, a jednocześnie można dostrzec, iż autorzy to nie idioci, którzy stwierdzili, że napiszą książkę dla jeszcze większych idiotów.

 

Koniec końców, by przeczytać to w całości, po drodze się nie obrazić, a ostatecznie wyciągnąć choć kilka konstruktywnych wniosków, należy: a) posiadać wysoką tolerancję na czające się zewsząd kpiny, b) mieć szczególny dar, który polega na nie braniu wszystkiego do siebie, c) myśleć głową, która zajmuje się czymś innym niż poleceniami swoim palcom zmiany kanału w telewizji oraz d) umieć czytać pomiędzy wierszami. 

 

Tym, na co chciałabym zwrócić szczególną uwagę (pomijając pewne kwestie związane ze mną), jest Epilog. To ten - można powiedzieć - rozdział ukazuje to, iż autorami nie są superbohaterowie, że ci ludzie mają, jak każdy inny, problemy. Jak sami piszą:

 

Autorzy tej książeczki nigdzie nie odpływają ani nie odjeżdżają, tylko bardzo trywialnie mają żony i dzieci, i kredyt hipoteczny. [315]

 

Może tylko ja dostrzegam w tym wyraźny plus, ale moim zdaniem dzięki temu dementowany jest obraz dwóch mężczyzn, którzy posiadają wszystko, czego dusza zapragnie, wyłączając kaca, problemy, nieszczęścia itp. Oni po prostu dorośli do tego, by samemu dbać o dobro swoje i swojej rodziny. Książka ta była jedynie próbą ukazania tego, że pomimo niedogodności życia i świata w ogóle można się cieszyć z tego co się ma. Są powody do radości, do szczęścia i do pisania takich książek też są powody. Wystarczy dostrzec, iż sami sobie szykujemy nieszczęścia, a następnie spróbować temu zaradzić, a już pojawią się jakieś pozytywy. 

 

Przytaczając słowa Renaty Lis, które ta wypowiedziała do jednego z nich:

 

[...] jeżeli w ogóle z kimś być, to tylko na długo. Bycie z kimś krótko to pomyłka. [316]

 

wyrażają sedno moich rozmyślań o życiu, które chciałabym spędzić inaczej niż samotnie. To naprawdę niesamowicie pocieszające uczucie, iż nie tylko ja mam wrażenie, że zatrzymałam się w innym dziesięcioleciu, w którym związek to nie coś, co trwa trzy tygodnie. Związek, poważny związek trwa lata. Poza tym, tak na koniec, ostatnia rada od Szczepana i Przemysława:

 

[...] uzmysłowić sobie należy, Drogi Czytelniku, że miłość to nie jest uczucie. Uczuciem jest zakochanie albo zachwyt ("zachwytu - jak erekcji - nie sposób udawać"), ale miłość jest postawą. Wyborem. Decyzją. Owszem, zakochani mówią sobie "kocham cię", bo tak czują, bo to "się stało", ale zakochanie, Drogi Czytelniku, mija. Jak katar, tylko trwa dłużej. Po zakochaniu przychodzi miłość, a kocha się wtedy, kiedy chce się kochać. [332]