174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Są powołani

Umiłowana czyli kobieta z klasą - Magdalena Plucner

Może to wyda się dziwne, gdyż nie tak dawno publikowałam dość obszerną relację z czytania Listów Ginsberga, który był - jak wiadomo - homoseksualny, a tu nagle książka ściśle związana z wiarą chrześcijańską, z Bogiem, z życiem zgodnie z nauką Kościoła itp. I już tutaj chcę zaznaczyć jedno - niezależnie od tego, o czym jest dana książka, jeśli w jakiś sposób zachęciła mnie do sięgnięcia po nią, to ją czytam. Proste i logiczne.

 

Książkę dostałam w czasie rekolekcji, które prowadziła grupa, w skład której wchodzi autorka tejże, pani Magda. Nie musiałam jej wziąć, nikt mnie do tego nie zmuszał, ale (to trochę przykre) zmusiło mnie do tego moje wieczne poczucie niedosytu w posiadaniu książek. Nie ważne, że mam nimi zawalony cały pokój - ciągle sądzę, że mam ich mało i wykorzystuję każdą sytuację, w której mogę jakąś zdobyć po promocyjnej cenie lub za darmo, bo raczej nie kupuję w sklepach typu empik (stały brak kasy. I empiku w promieniu 100 kilometrów...). Staram się nie marudzić, bo wychodzę z założenia, że niemal każda książka ma w sobie pewną mądrość, którą autor chciał przekazać. Ale o tym kiedyś napiszę szerzej.

 

A teraz w skrócie, o czym jest? Jak już pisałam wcześniej, jest mniej więcej o życiu zgodnie z wiarą chrześcijańską. Prawda jest taka, że książka skierowana jest do kobiet, mężczyźni niewiele w niej znajdą "dla siebie", ale za to mogą poznać od zaplecza to, jakie potrzeby mają kobiety. Trochę poradnik, trochę pamiętnik, trochę motywator. Autorka opisuje w niej poszczególne etapy swojego życia oraz to, w jakim stopniu w jej życiu obecny był Bóg czy Wspólnota, jak ona to postrzegała. Oprócz tego jest cała masa tekstu, która traktuje o tym, co zrobić, by przestać myśleć o sobie jak o "nieudanym egzemplarzu" itp. Jednak czegoś zabrakło, czegoś było za dużo i moja ocena tej książki poleciała w dół.

 

Biorąc przykład z siostry (ma swój własny egzemplarz), czytałam tę książkę wieczorami, tuż przed snem, po kilka stron, nie patrząc dokładnie na to czy akurat kończy się rozdział, czy też nie. W przypadku każdej innej książki jest to nie do pomyślenia, ale tutaj postanowiłam dać sobie z tym spokój. Można zapytać, dlaczego przed snem? To w sumie podyktowała ogólna wiedza psychologiczna jaką zdążyłam wynieść po latach dedukcji czy czytania jakichś wypowiedzi psychologów. Otóż w nocy, czyli w porze, kiedy jesteśmy albo sami, albo z kimś naprawdę bliskim, nasze gęby (tak, te gombrowiczowskie), wszelkie hamulce, maskujące uśmiechy itp. puszczają. Możemy je wreszcie zdjąć, pokazać prawdziwą twarz. Z tym wiąże się też fakt, iż najczęściej w nocy na jaw wychodzi prawdziwy stan emocjonalny, pewne załamania, stany depresyjne, smutki. Zaczęłam więc zapobiegać lub jakoś się "ratować" lekturą, która niosła pewne uspokojenie duszy. 

 

Może zaczniemy od tego, dlaczego moja ocena mimo wszystko jest dość niska. Głównym elementem tej książki jest wiara. To mój słaby punkt, bo pomimo tego, iż wierzę (nie na zasadzie "wierząca, ale nie praktykująca"), męczą mnie wywody o tym, że Bóg doświadcza nas tutaj, byśmy po śmierci byli szczęśliwi. Zwyczajnie mi się to gryzie, bo od razu w głowie pojawia mi się cała masa obrazów: umierające z powodu głodu dzieci, czas Holokaustu, umieranie ludzi bliskich każdemu z nas, zapadanie na liczne choroby itp. Najprościej mówiąc, denerwowało mnie ciągłe twierdzenie, że Bóg chce dla nas jak najlepiej. Poza tym, było tam trochę błędów, których przełknąć nie mogłam.

 

Ale to mimo wszystko nie psuje przekazu, a raczej celu, w jakim ta książka została napisana. Naprawdę czułam się po niej nieco spokojniejsza, wolniejsza, bardziej swobodna sama ze sobą. Działała odprężająco i pomagała odpychać pesymistyczne myślenie, które od zawsze towarzyszyło mi przed snem. To jest jej naprawdę duży plus.

 

Niesamowite jest to, iż autorka nie boi się opowiadania o swoim życiu prywatnym i o tym, co wtedy myślała lub sądziła. Osobiście wiem, że nie jest to najłatwiejsze zadanie, a jednak wyszło to całkiem zgrabnie. 

 

Treść książki podzielona jest osiem głównych części. Każda z nich ma tak naprawdę osobny temat, ale wszystkie się łączą. W czym? W próbie pokochania tego, jakimi istotami jesteśmy. A jesteśmy przecież w pewien sposób ułomni, gdyż popełniamy błędy, ale jest to jak najbardziej naturalne

 

Jak już gdzieś powyżej wspomniałam, jest to książka skierowana głównie do kobiet, gdyż traktuje właśnie o kobietach. O tym jakie jesteśmy, jakie byśmy chciały być, jakie pragnienia nas charakteryzują itp. Podoba mi się to, iż z każdej strony tej książki autorka woła do czytelniczek Pokochaj siebie taką jaką jesteś, bo jesteś cudowna! Obecnie mass media mamią ludzi do tego stopnia, że ilość kompleksów (nie tylko u pań) jest zastraszająca. Nie taka figura, skóra, włosy, dłonie, stopy, nogi, brzuch, paznokcie, usta, nos, piersi, pośladki, łydki, plecy, wzrok itd. Wszystko co ma wyglądać ładne, prezentowane jest na chodzących wieszakach. W sklepach można znaleźć rozmiary od XXXS, ale brakuje M czy L. Manipulacja społeczeństwem jest tak wielka, iż coraz więcej ludzi ma obsesję na punkcie tego, jak wygląda. A tu nagle mam w dłoni coś, co jednak pokazuje, że niezależnie od tego czy mój wygląd jest zgodny z tym, jakie są modelki czy nie - jestem piękna. 

 

Podsumowując: obawiam się, że ktoś, kto jest naprawdę negatywnie nastawiony do wiary i Boga miałby problem z przeczytaniem tej książki, jednak mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Możliwe, że jednak znajdzie się coś "dla siebie". Jako coś motywującego działa całkiem nieźle, ale nie za długo. Wystarczy jeden większy problem, a cała magia kochania siebie i całego społeczeństwa runie jak zamek z piasku. Sądzę, że sama książka nie przyniesie doraźnej pomocy, do tego potrzeba STAŁEJ pracy nad samym sobą, być może rozmowy z kimś, kto jest wykształcony w dziedzinie psychologii, bądź kimś, komu najzwyczajniej ufamy.