174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Kochał Wielkiego Brata

Rok 1984 - George Orwell, Tomasz Mirkowicz

Przyszedł czas na kolejną książkę, którą chciałam przeczytać, ale nigdy nie miałam na nią czasu. I ciągle odwlekałam ten moment, w którym po nią sięgnę. Nie ukrywam tego, bo tak naprawdę nie mam czego, ale chciałabym zaznaczyć, że po przeczytaniu okazało się, iż książka wciągnęła mnie totalnie. I czułam po niej taki niedosyt. 

 

George Orwell pisał pod pseudonimem. Pisywał felietony i powieści. Zajmował się krytyką literacką (i sądzę, iż był w tym piekielnie dobry!). Był zagorzałym krytykiem systemów totalitarnych. Do dwóch najbardziej znanych książek tego pisarza należy futurystyczna i antyutopijna powieść Rok 1984 (napisana w 1949 roku) oraz satyryczna opowieść Folwark Zwierzęcy, która była alegorią systemu totalitarnego. Obie książki już przeczytałam, obie na zajęcia do szkoły i obie naprawdę mi się spodobały.

 

O czym (najoględniej mówiąc) jest Rok 1984? Przez to, iż została napisana ponad trzydzieści lat przed czasem, w jakim umiejscowiona jest akcja, można śmiało użyć stwierdzenia, iż Orwell poniekąd był prorokiem co do tego, jaka przyszłość czeka ludzi mu współczesnych. To niesamowite z jaką pieczołowitą wręcz dokładnością udało mu się przewidzieć to, jak będzie funkcjonowało państwo, gdy panować w nim będzie ustrój totalitarny. I tak mamy protagonistę - który odczuwa potrzebę buntu, ale strach o wszystko co ma (czyli o swoje życie, bo wszystko przecież należy do Partii) uniemożliwia mu wiarę we własne powodzenie i możliwości. W całym tym bajzlu jest niejaka młodziutka Julia, która doprowadza go do ambiwalentnych myśli i uczuć. Jednak pan Winston musi jakoś odreagować - w czym pomaga mu nielegalnie zdobyty zeszyt. 

 

Podczas czytania starałam się nie czuć, naprawdę. Usiłowałam wyłączyć to wszystko, by nie stracić najmniejszej ciekawostki, by nic mi nie umknęło. Ale, co chyba nikogo nie zdziwi, nie da się tego zrobić w pełni i już po kilku stronach moje myśli i uczucia szalały na dość wysokim poziomie. Spowodowało to oczywiście fakt, iż autor nie wiedział, czy to, o czym pisze kiedykolwiek stanie się prawdą, on tylko prorokował. A jak historia pokazała - wszystko, dosłownie wszystko się sprawdziło. Może nie w ten sam sposób, ale... mnie to przeraziło.

 

Mi najbardziej podobała się część trzecia, część naprawiania zepsutych ludzi. Była moim zdaniem najbogatsza pod względem psychologii bohaterów. I niesamowicie dokładnie przedstawiała proces naprawiania oraz manipulacji ludzką psychiką czy odruchami, jakie posiadamy. Pociągająca była dla mnie postawa kata, który dokonywał przemiany Winstona, jego środków zaradczych. I pokój 101. Gdy tylko przeczytałam, że naszego protagonistę prowadzą właśnie tam, chociaż było późno, a oczy bolały, nie potrafiłam odłożyć książki nawet na minutę. 

 

(...) normalność nie jest kwestią statystyki.

 

Równie ciekawym elementem okazało się samo pojęcie sztuki i jej przydatności w życiu codziennym. Nie zdziwiło mnie w żaden sposób to, iż była ona całkowicie podporządkowana partii, nie. To co innego mnie zaskoczyło. Mam tu na myśli fakt, iż książki były pisane w partii. Nie tylko pod dyktando, ale i przez partyjniaków, którzy byli ograniczeni przez Wewnętrzną Partię. Może to zawiłe, ale w zasadzie staje się dużo bezpieczniejsze i pewniejsze w systemie totalitarnym niż cenzura tekstów wolnych artystów. Nie ma wielkiego odkrycia w stwierdzeniu, że artyści wiedzieli jak pisać, by cenzura nie odkryła buntu. 

 

Tu pewnie zaskoczę wszystkich, którzy mnie znają, a czytają te moje teksty - kolejnym elementem, który był dla mnie dobry, była... miłość. Właśnie tak, to uczucie, które tak często sprowadzane jest tylko do fizyczności. Nie twierdzę, że w tej powieści jej nie było, bo stała się głównym elementem tego uczucia. Jednak pojawia się, upchnięte pomiędzy wersami jedno zdanie, które wyraża to, co sama myślę o miłości. I to jedno zdanie jest warte więcej niż te wszystkie wielkie romanse razem wzięte.

 

(...) jeśli się kogoś kocha, to się go kocha, a gdy nie ma już nic, co można by mu zaoferować, wciąż daje się miłość.

 

Ale oprócz plusów, były także minusy. A największym z nich było zakończenie. I pisząc zakończenie, mam na myśli ostatnie zdanie, z którym się nie zgadzam, całkowicie się z nim nie zgadzam. I przejawiam tu ból egzystencjalny i w ogóle egzystencjalizm, bo mam ochotę się buntować przeciwko temu zakończeniu. Co mnie do tego skłania? Te wszystkie akapity ostatniego rozdziału. Wszystkie zdania, które sygnalizują, że naprawa nie została zakończona pełnym powodzeniem. I przytoczę tu słowa znajomej: Nie tak to się miało skończyć!

 

Może wariat to po prostu człowiek jednoosobowej mniejszości.

 

Jak na powieść o systemie politycznym, znajduje się w niej zaskakująco dużo elementów opisujących jednostkę. I to nie tylko od strony czystko fizycznej, ale i psychicznej. Dzięki temu książka nabrała ponadczasowego charakteru, gdyż w każdym systemie znajdzie się ktoś, kto zarabia na cierpieniu innych i od tego nie ma ucieczki. 

 

Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.

 

Razem z klasą zaczęłam oglądać film. Nie mam pojęcia, w którym roku go nagrano, ale nie należy to tych najnowszych. To co mnie w nim ujęło to muzyka oraz prostota, którą emanuje na kilometr. Wszystko wydaje się być logiczne, pomimo, iż jest do bólu irracjonalne. Przez to ma się wrażenie, że poddaje się jakiemuś doświadczeniu, które wprowadza człowieka w stan psychodeliczny. To naprawdę ciekawe przeżycie, ale mnie przeraziło. Pewnie z tego samego powodu nie obejrzę go do końca, mimo iż zostało niewiele.

 

Istotą wojny jest niszczenie - niekoniecznie zabijanie ludzi, lecz niszczenie wytworów ich rąk.

 

Nie sposób poruszyć tutaj problemu sztuki propagandowej oraz tego, dlaczego artyści się na to godzili. Nie ukrywam, że czuję pewną niechęć do tych wszystkich ludzi, którzy postanowili się podporządkować, pisać czy tworzyć pod dyktando. Z drugiej strony wiem, że właśnie z tego niejednokrotnie żyli, tym chronili swoje rodziny, to stało się ich głównym utrzymaniem. A zdaję sobie sprawę z tego, jak mocno partia potrafiła zapanować nad życiem jednostki, chociaż nie uznawała czegoś takiego jak istnienie jednostek. I tutaj mam pewien problem. Zrozumieć i wybaczyć czy może nie rozumieć i krytykować? Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się dojść do rozwiązania tego problemu.

 

Z reguły im większa orientacja, tym większe omamienie; im kto inteligentniejszy, tym bardziej szalony. 

 

Już po zakończeniu czytania tej książki, zaczęłam się zastanawiać, czy chciałabym przeczytać coś podobnego. I tutaj - prawdziwa nowość - także mam pewien problem w decyzji. Z jednej strony odrzuca mnie to, gdyż jest to proza, którą trudno lubić samą w sobie. A jednak przekazuje tak wiele, tak dużo można się z niej nauczyć... Ostatecznie mogę uznać, że przeczytałabym, gdybym usłyszała dobre oceny od kilku zaufanych osób. Ale nie rwałabym się do tego jakoś szczególnie. 

 

Są rzeczy, własne czyny, po których nie można wrócić do siebie.

 

Słowa te można interpretować na dwa sposoby. Wrócić do samego siebie lub wrócić z kimś do związku. Ja wolę tę pierwszą wersję, bo jeśli chodzi o związki, to uznajmy, że się na nich nie znam. Z kolei wracanie do samego siebie jest mi niebywale bliskie. I wiem, jak trudno jest tego niekiedy dokonać. Wiem, jakie są problemy, wiem, co może spotkać człowieka w ciągu życia. I wiem też, że nigdy w życiu nie byłabym w stanie zgodnie z samą sobą stwierdzić, że kocham Wielkiego Brata.