174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Machnął swoimi rękawiczkami w prawo

Ocalały - Sam Pivnik

Lubię literaturę faktu. W pewien sposób mnie ona pociąga. Uwielbiam biografie, powieści epistolarne, dzienniki i pamiętniki. Jednak, wśród pozycji wpisujących się w te wytyczne, jest oczywiście cały obszerny dział dotyczący wojny i okupacji. Przyznam się szczerze - uczenie się tego na historię to pikuś przy tym, jak stłamszona się czuję, gdy przyjdzie mi przeczytać kolejną tego typu książkę.

 

Jednak, nie sposób temu zaprzeczyć, ja ciągle do tego wracam. Wracam do pierwszego września, już nie kolejnej z wielu dat, nie daty rozpoczęcia roku szkolnego, chociaż i moja definicja coś rozpoczyna. Pierwszy raz o tej wojnie usłyszałam także pierwszego września, mając może z pięć lat, nie wiem dokładnie. I choć ta data tyczy się jeszcze jednej sytuacji, od tamtego dnia wojna przykryła wszystko. Może właśnie dlatego, że stało się to wtedy, gdy byłam małym dzieckiem mam taki sentyment do tej tematyki. 

 

O autorze wiem na dobrą sprawę tyle, ile postanowił przedstawić na kartkach tej powieści. Nie szukałam jakoś specjalnie innych informacji, by zaśmiecić ten tekst sprawami z życia człowieka, które tak naprawdę nikogo nie obchodzą. Jego historia także rozpoczyna się pierwszego września. Jednak nadchodzi taki dzień, że nie ma tortu, nie ma święta, nie ma radości. Nadchodzi taki moment, w którym jego młodzieńcza beztroska mija. Mija świat, który znał, i który kochał. Mijają ludzie, w tym jego najbliższa rodzina. Mijają czasy śmiechu, czasy zabawy na podwórku, pozostawiając po sobie słodko-gorzki smak wspomnień, tak niedalekich, ale jednocześnie raniących spokojem i dobrem, którymi to emanują. 

 

Autor, który uczynił z siebie narratora snuje opowieść o tym, jak wojna wpłynęła na jego życie, co się w nim zmieniło, jakie nowości pojawiły się na horyzoncie i jakie problemy to sprawiało. Zaledwie nastolatek stanął twarzą w twarz z bezwzględnością nazistów oraz ich chorym, mającym na celu jedynie śmierć jak największej ilości ludzi działaniem. Opowiada o tym, co przyszło mu przeżyć zanim dotarł do Auschwitz i jakimi potworami okazali się ludzie w dobrze skrojonych i czystych płaszczach.

 

Książkę tę odkryłam na półce w pokoju dobrego znajomego. Podczas jednej z licznych wizyt zadzwonił jego telefon i zmuszeni byliśmy przerwać rozmowę, w czasie której jak zwykle udałam się do biblioteczki. A tam - nic nowego - rozgardiasz nie do ogarnięcia. Ale wśród wielu innych dostrzegłam tę, Lalki z getta oraz Chłopca z listy Schindlera. Znajomy, który wykorzystał moją chwilową nieobecność na zrobienie kolejnego kubka herbaty nie był zdziwiony, gdy wróciłam do niego z tymi trzema powieściami i słowami: Pożyczam, kiedyś oddam. I tak oto, książka leżała i czekała na swój czas. Nadszedł. I pomimo bólu, jaki towarzyszył lekturze, jestem zadowolona. Bardzo.

 

Jeśli chodzi o minusy to nie ma ich dużo. Największym - dla mnie, osoby kompletnie nieodnajdującej się w niemieckim - okazały się wtręty obcojęzyczne. I o ile zdaję sobie doskonale sprawę z tego, jak ważne są te słowa dla oddania emocji i prawdopodobieństwa, o tyle nie byłam w stanie przeczytać kolejnego słowa, które określało pozycję, jaką zajmował dany człowiek w obozie. Niezwykle przydatny okazał się słowniczek, znajdujący się na końcu tomu, jednak to nie zmienia faktu, że całe zdania gryzły moje oczy i struny głosowe, gdy nadaremnie próbowałam przeczytać coś po niemiecku. Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie zazwyczaj nie mają z tym problemu, mi jednak to przeszkadzało się skupić na tekście jako opisie sytuacji, a nie słowach samych w sobie, bez głębi.

 

Ponadto, brakowało mi naprawdę głębokiej analizy psychologicznej innych bohaterów. O ile postać autora można poznać bardzo dobrze, o tyle reszta jest niemalże bezpłciowa, bardzo często pozbawiona jakichkolwiek cech charakterystycznych. Czyli dokładnie tak, jak naziści traktowali swoich więźniów. Nie wymagam oczywiście tego, by każda postać była omówiona na sto stron, jednak zabrakło mi dwóch, maksymalnie trzech, które pokazałyby inne uczucia do jednej sytuacji. 

 

Oprócz wspomnianej przeze mnie już uwadze skupionej na Samie Pivniku, warto wspomnieć o niezwykłej przydatności tego tekstu. Jako osoba, która historii uczy się z zamiłowania, doskonale widzę jak wiele można dowiedzieć się z tego, co jest napisane w jednej takiej książce. Może nie będę miała pojęcia o każdym starciu, nie będę znała każdego nazwiska angielskiego czy rosyjskiego, czy nawet niemieckiego człowieka, ale nie okłamujmy się, to nie jest najważniejsze. Jednak ta powieść oprócz aspektu typowo emocjonalnego i stricte prywatnego przeżywania wojny zawiera dużą ilość faktów, które perfekcyjnie poszerzają i uzupełniają wiedzę merytoryczną. Niejednokrotnie właśnie dzięki tego typu lekturze na długie lata zapamiętuję coś, czego nie potrafiłam choćby zrozumieć podczas godziny siedzenia nad materiałem historycznym,

 

Już tak na koniec, podejmując pytanie, które jakiś czas padło z ust pewnej kobiety, chciałabym wyrazić swoje zdanie na temat powieści, które opisują dramat ludzi z czasów drugiej wojny światowej. Dlaczego powstają coraz to nowe książki i filmy, które przecież ciągle traktują o tym samym? Pamiętam, że moją reakcją na to było pokręcenie głową, po czym sporej długości monolog. Ostateczne konkluzje są dwie. Pierwsza to taka, że jest to zbyt masowy mord dokonany na ogóle ludności danego kraju lub wyznania (a przypomnijmy, że oprócz ludobójstwa nazistowskiego i sowieckiego występuje także ukraińskie) oraz zezwierzęcenie się tych, którzy cudem przetrwali. Druga jest trochę bardziej osobista. Po prostu wyznaję zasadę, że co osoba, to inne emocje, inne postrzeganie świata, inna metoda odczuwania. A co za tym idzie, każda z tych książek czy każdy z wielu filmów niesie coś nowego. Racja, dużo motywów się powtarza, ale toposy, które nie są typowe wnoszą cząstkę nowości do tematu wręcz rozwałkowanego na ciasto grubości dużo mniejszej niż milimetr. Każdy człowiek czuł co innego. Każdy walczył w inny sposób. Założę się, że gdyby spisano wszystkie wspomnienia wszystkich ludzi, to ile opowieści i autorów, tyle nowości.