174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

My się bawimy w palenie Żydów

Medaliony - Zofia Nałkowska

Nie pamiętam sytuacji, w której od przeczytania do napisania recenzji świadomie minęło tyle czasu. Początkowo sądziłam, że gdy napiszę recenzję zaraz po przeczytaniu, będę mogła wyrzucić z głowy wszystkie te paskudne obrazy, wizje, słowa... Naiwnie, bo naiwnie, ale naprawdę w to wierzyłam. Kiedy to nie wyszło - znów świadomie... - postanowiłam, że napiszę tę recenzję wtedy, gdy będę miała gorszy humor. Wypadło w Wigilię. Usiadłam, zaczęłam pisać i dławić się emocjami. A teraz? Jaki teraz mam powód? Po prostu muszę zakończyć pracę z tą krótką książką. A z każdą kończę ją w ten sam sposób. Recenzją. 

 

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce? Jakoś w pierwszej gimnazjum, na jednej z wielu lekcji języka polskiego, na której moja polonistka zacytowała te sławne słowa.

 

Ludzie ludziom zgotowali ten los.

 

Zapisałam sobie je na marginesie, jak niemal wszystko, co wpadnie mi w ucho. Dzięki temu odkryłam wiele wartościowych rzeczy. Pamiętam, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, o czym może być ta książka. Sądziłam, że to jest coś, co powinien znać każdy Polak, choć nie byłam w stanie jeszcze wtedy po nią sięgnąć. W chwili obecnej, nadal uważam, że każdy powinien choć raz przeczytać tych kilka opowiadań. I cieszę się, że sięgnęłam po nie teraz, będąc już dorosłą osobą, a nie wtedy - niewiele wyróżniającym się na tle krasnali ogrodowych dzieciakiem.

 

Co wiemy o Nałkowskiej? Była córką publicysty Wacława Nałkowskiego, działaczką ZLP i Pen Clubu, a także członkiem "Przedmieścia". Jedną z jej książek już przeczytałam, mam tu na myśli Granicę, którą osobiście bardzo lubię. Medaliony to zbiór opowiadań opartych na dochodzeniach Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich, której była członkiem. Zawierają opowieści obserwatorów i uczestników opowiadanych historii; zarówno ofiar jak i oprawców.

 

Doskonale zdawałam sobie sprawę, że to nie będzie łatwa i przyjemna lektura. Pomimo tego, że książka ma zaledwie pięćdziesiąt parę stron - czytałam ją przez pół wieczora, może nawet dłużej. Po kilku stronach byłam zmuszona odłożyć ją na biurko, przejść się po całym domu, ochłonąć i marudzić sobie pod nosem, że to nie jest odpowiednia książka na ten moment. Jednak, co ja mogłam? Wróciłam do czytania i jeszcze szybciej musiałam ponownie je przerwać. Każde zdanie wymagało przetrawienia informacji. Każde absurdalne odpowiedzi oprawców wymagało chwilowego uspokojenia myśli, które kłębiły się w głowie.

 

Osiem opowiadań, które wywróciło moje postrzeganie świata do góry nogami. Osiem opowiadań, które wywróciło mój żołądek na lewą stronę i do tej pory nie mogę sobie z tym poradzić. To nie tak, że ja nie wiedziałam o tym, co spotykało tych ludzi. Ba! Wiedziałam i to doskonale. Po prostu... czytając kolejną, jeszcze bardziej brutalną, jeszcze bardziej obdartą z delikatności i subtelności książkę o koszmarze, jaki przyszło przeżyć tym ludziom, zwyczajnie mnie wykończyło. Przez to mam ochotę walczyć. Mam ochotę dowiedzieć się, jak w ogóle mogło do czegoś takiego dojść. Jak w ogóle, można było coś takiego robić. Mam ochotę krzyczeć i kłócić się z ludźmi. Chociaż wiem, że tak naprawdę nic mi to nie da. Ewentualnie będę miała zdarte gardło i całkowicie poszarpaną psychikę. I nic więcej.

 

Książka ta nie daje nadziei. Nie daje radości. By ją przeżyć, trzeba być świadomym katastrof jakie kiedyś opanowały ludzkość. By nie dać się opanować tym opisom, trzeba twardo stąpać po ziemi. By nie czuć odruchu wymiotnego przy opisie ciał ludzkich i tego, co z nimi robiono... nie, nie da się ich nie czuć. Zwyczajnie nie da.

 

Genialna w swej prostocie, ale zbyt brutalna, by była przeznaczona dla każdego człowieka. Dlatego nie powinna być dostępna dla młodszego czytelnika. Ja miałam tę okazję omawiania jej na lekcjach polskiego. Ale zdaję sobie sprawę, jak wiele zależy od polonisty. Jeden potrafi wzbudzić kolejne uczucia, jednocześnie gojąc rany, jakie powstały przy tej trudnej lekturze. A inny... obrzydzi nam wszystko do tego stopnia, że już nigdy nie spojrzymy na daną książkę jak na obiekt godny szacunku.