174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Pyta

Zostań, jeśli kochasz - Hanna Pasierska,  Gayle Forman

Tym razem powróciłam dość szybko. A może to przez chorobę wydaje mi się, że czas płynie inaczej? Trudno stwierdzić. W każdym razie - mam kolejną część bajki. Do dzieła.

 

Czajka... Ładne imię. Dźwięczne. Samej dziewczynce kojarzyło się z łąką usianą kwiatami. Z wolnością. Z pięknem. Pachnącym kwieciem. Latem - kiedy to mogła od czasu do czasu ubrać swoją cudną sukienkę, której zazdrościłaby jej każda inna dziewczynka - gdyby nie fakt, że nie wolno jej było ubrać tej sukienki do szkoły. Szkoda, prawda? Ale cofnijmy się jeszcze troszkę. Odrobinę. Do czasu, kiedy to Czajka ma sześć lat. Wtedy szła do zerówki. Kochała mamusię i tatusia. I była pilną uczennicą. Nigdy nie sprawiała kłopotów - nie licząc jednego razu, kiedy to kolega śmiał się z auta jej rodziców. Delikatne dziecko zaczęło płakać. Szczerymi, wielkimi jak groch łzami. Bo nikt nie rozumiał, że to auto jest spełnieniem marzeń w jej rodzinie. Bo nikt nie rozumiał, że to jest naprawdę coś. Mając niemal sześć lat poznała czym jest miłość. Sądziła, że to naprawdę cudowne, że tak szybko udało jej się zrozumieć kolejny aspekt dorosłości - czyli postrzeganie uczuć wiążących rodzinę. Czuła się dumna, bo żadna z jej nowych koleżanek nie opowiadała o czymś podobnym. Dlatego stwierdziła, że to jej skarb. I ukryła go głęboko w swojej duszy.

 

Co za dużo, to nie zdrowo, tak więc przejdźmy do książki, bo to ona jest głównym tematem tego wpisu.

 

Ponownie dałam się ponieść. Ponownie tego żałuję. To przykre, ale znowu muszę obiecać sobie, że nie będę podejmowała tak pochopnych decyzji. 

 

Książkę tę kojarzyłam z filmu, na który miałam iść do kina. Po wszystkich trailerach sądziłam, że to będzie genialna historia o muzyce i dramacie z delikatnym wątkiem miłosnym w tle. A proporcje się odwróciły. I przeczytałam opowieść o miłości i dramacie z delikatnym wątkiem muzycznym. W jednym zdaniu: nie tego oczekiwałam. 

 

Co jest dobrego w tej książce? Może to będzie głupie, ale ogromnie podoba mi się projekt okładki. Jak nie znoszę książek z okładkami filmowymi, tak w tym wypadku jest ona dla mnie czymś cudnym. Delikatna, wymowna, subtelna. Co prawda całość psuje tekst:

 

ŻYJ DLA MIŁOŚCI

 

Tak jakby miłość była najważniejszą wartością w życiu człowieka. Czysty idiotyzm. Zgodzę się na to, że to uczucie jest ważne. Ale nie najważniejsze.

 

Co dalej? Dalej mamy ciekawą budowę samej historii. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać, więc nie spodziewałam się na tej płaszczyźnie niczego nowego. A autorka mnie zaskoczyła. Przeskoki czasowe mają w sobie coś pociągającego. Gradacja napięcia i te sprawy. Sam pomysł na to, by rozdziały miały nazwy od godziny jest naprawdę ciekawy. Co prawda, to są rzeczy, które nie wpływają w moim wypadku na jakość czytania. Może z wyjątkiem tego porządku w jakim autorka przedstawia pewne fakty z życia głównej bohaterki. To jest po prostu... atrakcyjne.

 

Według mnie, plusem jest... wiolonczela. Tak, wiolonczela jest plusem. Dlaczegóż? Mam po prostu słabość do tego instrumentu. Osoba, która od długich lat słucha zespołu o kuszącej nazwie Apocalyptica widzi ogromną wartość w brzmieniu tego instrumentu. Dlatego tak entuzjastycznie podeszłam do kupna tej powiastki. Sądziłam, że dowiem się czegoś ciekawego. A jedyną ciekawą rzeczą okazało się to, że od jakiegoś czasu w każdej książce, którą czytam jest osoba homoseksualna.

 

Skłamałabym, gdybym nie wspomniała o kreacji jednego z bohaterów. Mam na myśli ojca Mii. Człowieka dość... niecodziennego, rzadko spotykanego. Może to naiwne i zwyczajnie młodzieżowe podejście do "oldschoolowego" (nawet nie wiem, czy czasem nie pokręciłam pojęć, słaba ze mnie dziewoja...) ojca, ale naprawdę lubię tę postać. Szkoda tylko, że jako mój faworyt - spotkał go taki sam los jak szereg innych faworytów. To przykre.

 

I to by było na tyle?

 

Cała historia jest... ckliwa. Jest naiwna. Jest lekką opowiastką dla młodych dziewczyn o miłości potężniejszej niż śmierć. Tym jest. A ja nie jestem osobą, którą coś takiego pociąga. Śmierć - owszem. Miłość jako taka, jako uczucie rozłożone na czynniki pierwsze, jako coś brutalnego, jako coś niespotykanego, jako coś nowego - o tym mogę czytać. Przykro mi to pisać, ale zwyczajnie rozczarowała mnie proporcja. Wiem, że ta książka jest skierowana do młodych ludzi. Rozumiem to. I sądzę, że pomimo swej naiwności, nie jest zła. Jest przeciętna. Dla mnie. Pewnie dla innych osób, osób lubiących romanse - będzie genialna.

 

Nie chcę pogrążać tej książki całkowicie, więc poskromię swe krytyczne zapędy i zakończę już tutaj. Mam świadomość tego, że to naprawdę krótka recenzja, ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, by nikogo nie zrazić. Nie zrazić do niewinności jaka wylewa się z każdej strony.