174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Przerywam swoją powieść

Papugi z placu d'Arezzo - Łukasz Müller, Éric-Emmanuel Schmitt

Wypadałoby się podzielić kolejną wspaniałą anegdotką na temat tego, co u mnie słychać... Jeśli chodzi o dzień dzisiejszy - cały spędziłam w łóżku, ale nie sądzę, by to było coś godnego pochwały. To raczej żałosne, że nie byłam w stanie zwlec się spod kołdry i koca, że zamarzałam w grubych, zimowych legginsach i bluzie na długi rękaw, że głowa mi pękała, że herbatę robiłam sobie na dwa pojemniki: kubek i termos. Nie sądziłam, że ten dzień nastanie. A tu taka niespodziewajka. 

 

Smutne jest to, że zostałam wyeksmitowana z własnego domu. Nie dosłownie. Ale z głów domowników, z ich dusz i serc. Poniekąd to przykre. Przykre jest usłyszeć od niebywale ważnej osoby Nienawidzę cię za to, że wszystko robisz nie tak. Ale plus jest taki - światopogląd mi się nie załamał, ja nie umarłam, co więcej - nie mam nawet złego humoru. Powiedziałabym, że jest znośny.

 

A teraz coś dla Panny D. Wiem, że to czytasz, że niebawem będziesz w stanie recytować ten wpis w pamięci bądź jego fragmenty, wyrywkowo. Chciałabym Ci podziękować za to, że jesteś. Może nie pokazuję tego na co dzień, ale niebywale dużo dla mnie znaczysz. I to jest piękne. To, że nie piszę, że nie zalewam Cię wiadomościami, nie znaczy, że o Tobie nie pamiętam. Wierz na słowo.

 

Przejdźmy jednak do książki! Czas najwyższy, nie ma co. 

 

Zaczynając od powodu kupna... znowu będę płytka. Zauważyłam nazwisko autora. Autora, którego lubię, którego cenię, którego książki za każdym razem coś mi dają. Tytuł z kolei nie dał mi nic. Ale opis na tylnej okładce zapowiadał coś... coś... zapowiadał przygodę. Po ludziach. Po ich maskach, gębach (ach, te lekcje języka polskiego i ach, ten Gombrowicz), zachowaniach, przyzwyczajeniach, perwersjach...

 

Następnie otworzyłam książkę na chybił-trafił. To był akurat ostatni akapit jednego z rozdziałów. I chyba to oznacza, że mam jakieś zboczenie, ale ten akapit potwierdził moje przypuszczenia. 

 

W tej sekundzie nie zauważył ciężarówki, która z wielką prędkością pędziła przez plac d'Arezzo i dostał się wprost pod pięć ton stali.

 

Wiedziałam, że chcę tę powieść przeczytać. Nie byłam pewna, czy chcę ją mieć. Ale nie mogłam liczyć na rychłe znalezienie jej na półce w bibliotece. Powstała więc bitwa i gonitwa myśli. Ostatecznie - co było łatwe do przewidzenia - wybrałam jeszcze jedną, kolejną z cegieł i ruszyłam do kasy.

 

Ale wiecie co? Nie przypuszczałam, że znajdę w tej książce to, co znalazłam.

 

Przez pierwsze kilkadziesiąt stron czytałam i byłam zwyczajnie zdruzgotana. Po głowie biegała mi - coraz częściej, trzeba dodać - pewna myśl. Pomyliłaś się. To nie jest to. Ludzkie perwersje, przywiązania do rzeczy materialnych, traktowanie kobiet jak rzecz, czasami wręcz idiotyzm, erotyzm, brzydota i piękno. To wszystko mieszało się, czasami na jednej stronie. Wtedy doszłam do 260 strony. Co mnie podkusiło, by czytać to na lekcjach? Błagam, powiedzcie mi, co? Przerosło mnie. Powiedziałam - dość. Do cholery jasnej, nienawidzę tej książki, tej treści, tego bezwstydu, tego zachwiania wszelkich praw. Rada ode mnie - nigdy nie patrzcie na nauczycieli po tym, gdy przeczytacie coś, co was w jakiś sposób wzburzyło. Nie warto.

 

Ostatecznie, niecałe dziesięć minut później powróciłam do akcji. Do światka, w którym autor zanurzył się razem z czytelnikiem, do placu d'Arezzo. Po przeczytaniu całości mogę powiedzieć to z podniesioną głową: nie popełniłam błędu wychodząc z tą książką z księgarni. Najmniejszego.

 

Po traumatycznym początku było już tylko lepiej. Albo gorzej - zależy jak leży. Bohaterowie mieszali się w swoich historiach, zamieniali swoje miejsca, przemieszczali się w obrębie kilku rozdziałów, łączyli i rozchodzili. Czasami nawet umierali. Ja też przywykłam do sprośności, które co jakiś czas wcale nieśmiało się pojawiały. Przywykłam do delikatnej i dziewczęcej miłości Albane, do Isis - dziecka nad wymiar inteligentnego, dziecka, które było doskonałym obserwatorem. Przywykłam nawet do Diane. Do jej pewnych ekstrawagancji, do jej niecodziennego stylu bycia, do jej zachowania, zachcianek, do kobiety zagubionej, którą tak naprawdę była.

 

Tym razem miałam dwie ulubione postaci. Jedna przeżyła, a druga... druga nie udźwignęła ciężaru jakim było życie. Czy to nie smutne, że nawet bohaterowie, których lubię znikają przed zakończeniem książki? Dzięki ci autorze przynajmniej za to, że zachowałeś jednego z nich.

 

Tak wiele historii... a to wszystko przez list. Jeden, krótki liścik bez nadawcy. 

 

Piszę tych kilka słów po prostu po to, by Ci powiedzieć, że Cię kocham. Podpisane: Ty wiesz kto.

 

Banalne, prawda? Wydawałoby się, że nie wzbudzi niczego złego. Że nie pojawią się potwory, które kryją się pod ludzką skórą. A jednak... nikt nie reagował tak samo, jak można by się spodziewać. Czy to smutne? Nie sądzę. Ludzkie - owszem. Ile ludzi, tyle sposobów na życie. Ile ludzi, tyle rodzajów miłości. Ile ludzi - tyle sposobów reagowania.

 

Spodziewałam się czegoś, co będzie lekką lekturą (i nie mam tu na myśli gabarytów tomiszcza). Ale to kolejna książka Schmitt'a, która pokazuje ludzkie twarze tak dokładnie, tak dogłębnie, tak brutalnie, tak prawdziwie, tak prosto...

 

To wszystko wskazuje na to, że jak tak dalej pójdzie - będę miała i znała wszystkie książki tego pana. Czy się cieszę? Z jednej strony - bardzo. Z drugiej zaś przewiduję, że będę do nich wracała. A wszystkie mnie w jakiś sposób przygnębiają, rozbijają od środka, niszczą zalążek szczęścia, które tak pieczołowicie buduję i chronię. Ale sądzę, że koniec końców wyjdzie mi to na dobre.