174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Głaskane ciepłym wiatrem

Powróciłam do tej książki po trzech długich latach. Były one pełne we wzloty i upadki. Irracjonalnie - więcej było upadków, ale nic na to nie poradzę. Głowa do góry i ciągle iść do przodu, rada, którą powtarzam sobie nieprzerwanie od tych trzech lat. Czasami nawet działa.

 

 

Sądziłam, że trzy lata to naprawdę ogrom czasu. I właśnie teraz, przygnieciona do ziemi jak rozjechana żaba na wiosnę, sięgnęłam po Poczwarkę. Co tam, myślałam. Już ją czytałam, znam ją, jej lektura powinna być teraz lekka. I przyjemna. Ale to nie tak się ułożyło. Nie tym razem.

 

Nie pamiętam już dokładnie co myślałam, gdy przeczytałam ją po raz pierwszy. Pamiętam za to, że płakałam - nawet dużo. I tym razem trudem się powstrzymałam przed płaczem. To jedno się nie zmieniło. Nadal jestem niebywale wrażliwa. Ale co dalej?

 

Dalej było poczucie niesprawiedliwości losu. Dalej było rozczarowanie Adamem. Dalej było zrozumienie Boga. Czułam, że wiem, o co chodzi. Wiedziałam. A teraz? Teraz czytałam i nie potrafiłam wyłączyć tych wszystkich uczuć i wspomnień, które raz po raz zalewały mnie, odrywając od czytania. I tu wychodzi na jaw kolejny fakt: czas uporać się z życiem. Z problemami, które nadal się piętrzą. Zwyczajnie czas już.

 

Przyznam się - nigdy do tej pory nie miałam do czynienia z osobami niepełnosprawnymi. Raz w życiu, razem z babską klasą na lekcji religii ksiądz zaprowadził nas do ośrodka dla osób upośledzonych. Raz. I ta jedna godzina lekcyjna wystarczyła, by doprowadzić do płaczu większość osób. By zburzyć ich mury obronne, ich cynizm, ich zachowanie typowych nastolatek, które tak długo pielęgnowały. I byłam tam ja. Która do tamtego momentu wierzyła, głęboko wierzyła w dobro Boga.

 

Nie powiem, że przestałam w to wierzyć. Nie. Nadal wierzę w Boga. Ale w nic więcej. Nie ma dobra, nie ma sprawiedliwości. Nie ma przyczyn. Jest tylko jego wola, której nie da się zmienić. Przykro mi. Z tego powodu, z powodu mojej naiwności.

 

Dopiero po kilku dniach przypomniałam sobie, że przecież była kiedyś Poczwarka. Kilka lat wstecz, kiedyś miałam okazję poznać jej treść. Na szybko, w ciągu jednej nocy. I wierzcie lub nie - sięgnęłam po nią, by choć trochę się omamić. By się wyciszyć. By odpocząć. Od czego? Od własnych problemów, rzecz jasna i oczywista. Bo sama już nie daję rady. Tak samo jak Ewa - zniszczyły mnie moje decyzje, mój uparty charakter, moje postanowienia. Chciałam dać sobie radę sama - ale tak się nie da. Prędzej czy później czas mojej samowystarczalności minie. I wtedy stanie się coś złego. A może już stało?

 

W życiu Adama i Ewy nie ma ciągłości szczęścia. Przez lata byli parą, która kochała się ponad wszystko. Szanowała, cieszyła z obecności tej drugiej osoby. Później, na okres kilku lat to wszystko wręcz umarło. Paradoksalnie - w tym samym czasie, w którym urodziło się ich dziecko. Pierwsze, wymarzone, zaplanowane do samego końca. A jednak nie. Nie wszystko da się wykalkulować. Nie wszystko.

 

Ewa nie jest osobą, która się nie gubiła. Wręcz przeciwnie. Gubiła się wielokrotnie. Ale jakieś fatum zawsze kazało jej się odnaleźć. Dlaczego akurat fatum? Dlatego, że Ewa gubiła się przed problemami. Czasami ją przerastały i ona próbowała zostawić je gdzieś w tyle. Ale później jeszcze szybciej szukała drogi powrotnej. Szła za głosem. Maa... Oć, oć...

 

Wystarczy tak niewiele, by zburzyć idealne małżeństwo, dom, wyobrażenie pierwszego dziecka, jego kariery. Wystarczy jeden chromosom. I po sprawie.

 

W tym wypadku czuję się zdrowa jak nigdy dotąd. Sprawna. Ale jednak... jednak nie. Jednak gniję. Tylko od środka.