174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Jestem.

Od jakiegoś czasu cierpię na tzw. ból istnienia, więc jeśli ktokolwiek będzie urażony tekstem poniżej - wybacz, człowieku, ale nie zamierzam wypisywać kłamstw.

 

 

Działając w imię zasady: "nie lubię, ale znam i wiem za co", mądra ja postanowiła przeczytać i tę książkę. Oj, dużo się o niej nasłuchałam. Naprawdę dużo i naprawdę dobrze. Między innymi na polskim booktuberze. Więc dałam szansę. Jaki jest efekt? Dość... przewidywalny. 

 

Zarzut pierwszy (w sumie to nawet nie zarzut; po prostu minus): książka jest dla młodzieży. Pisana w stylu młodzieżowym, w ten sposób, by porwała setki nastolatków, klejących się do smutnych romansów ze śmiercią w tle. Dzień dobry, ja wysiadam z tego pędzącego pociągu, chociażby w locie. To nie dla mnie.

 

Zaczynając od podstawowych informacji... o czym jest ta książka? Hmmm... O szesnastoletniej Hazel i siedemnastoletnim Augustusie. No i - rzecz jasna - o ich życiu z nowotworem w tle. Niekiedy bardzo w tle. Już na tym wstępie są rzeczy, które nie należą do moich ulubionych tematów. I nie, nie mówię tutaj o umieraniu, nowotworach i szpitalach. Tego też nie lubię, ale doceniam. Mowa raczej o miłości. 

 

Zaczyna się banalnie. Spotykają się po raz pierwszy, on nie może oderwać od niej wzroku, ona czuje się tym poniekąd skrępowana, po czym jadą do jego domu. Dzięki Bogu, on mieszka z rodzicami (na Boga, ma siedemnaście lat...) i kończy się na oglądaniu filmu. Bo to takie logiczne, że zapraszamy do swoich domów ludzi, których widzimy pierwszy raz w życiu. No ba!

 

Wszystko byłoby idealne do... odruchu wymiotnego, ale wkracza Rakusia (nie jestem pewna, ale to określenie mam albo z Chustki, albo z życia prywatnego...) i już nie jest tak słodko, jednak miód nadal leje się całymi stronami. Trudno. Ból istnienia razy osiem, ale jak zaczęłam, to przynajmniej skończę.

 

Nie chciałabym zdradzać za dużo. Być może istnieją osoby, które nie widziały ani filmu, ani nie czytały książki. Więc dalej będzie mniej szczegółowo.

 

To banalne, ale połączyła ich książka i Rakusia. Sama w to nie wierzę. Przynajmniej nie w Rakusię. Ona dzieli. Ona odseparowuje. Ona niszczy wszelkie związki. Wiem z autopsji. Prędzej zostaniesz zwyzywany od najgorszych, niż usłyszysz od osoby umierającej wyznanie miłosne, nawet jeśli żyjesz z tą osobą x lat. Krzyki i kłótnie są na porządku dziennym. I nocnym.

 

W tym momencie powinnam pochwalić za postać Caroline - byłej dziewczyny Augustusa, nieżyjącej już, niestety. Czytając fragmenty o jej zachowaniu myślałam "to to". I faktycznie. Autor idealnie oddał rozchwianie emocjonalne podczas dążenia do nieuniknionego pomimo walki o to, by do tego nie doszło. Ale - jej Rakusia pożarła mózg, więc jest zgrabne wytłumaczenie i zatuszowanie ogólnej postawy, wpisanie jej w tego typu przypadek.

 

Kolejna niedorzeczność: kto normalny sprawdza tablicę kogoś bliskiego po jego śmierci? Czy to domena nastolatków? Bo osobiście tego kompletnie nie rozumiem. Owszem - wspominanie, oglądanie starych zdjęć, filmów itd, ale tablica? Też straciłam kogoś ważnego, ta osoba także miała konta na różnych portalach, ale nigdy nie odważyłam się, by to zrobić. Nigdy. 

 

Zabawne. Przez 312 stron główna bohaterka ani razu nie zwymiotowała. Nie dość, że leczą ją chemią, to nie wymiotuje i najwyraźniej ma dość gęste włosy, skoro nie można ich ułożyć. Czy tylko ja widzę pewne sprzeczności? Włosy? Normalne przyjmowanie posiłków? Nieźle, naprawdę nieźle. To tak jakby pokolorować czarno-białe zdjęcia.

 

Kochani, kiedy umieramy nie ma miejsca na miłość. Nie myślisz o sprzedaniu huśtawki, nie chcesz się wspinać po schodach, zwłaszcza, jeśli twoje płuca nie pracują. A co najważniejsze - doprawdy rzadko śmiejesz się z własnej przypadłości. Trzy osoby, które idealnie mamią swoje umysły i innych, udając szczęśliwych? Idylla!

 

Ponadto, ważnym - dla mnie - elementem było pożegnanie się Gusa z Hazel i Isaackiem (ktoś mi powie, jak to się odmienia?). Może sam pomysł zrealizowany był dość kiepsko - jaki umierający nastolatek pojechał sobie do kościoła, by usłyszeć mowy pogrzebowe swoich przyjaciół? Uwaga, spoiler: żaden, bo każdy jest umierający.

 

Nie chcąc niepotrzebnie przedłużać i zrażać innych, na koniec wspomnę o wielu fragmentach, które zaznaczyłam przy użyciu moich magicznych karteczek samoprzylepnych. Tu oddaję pokłon autorowi, są teksty warte zapamiętania na długie dni.

 

- Co to jest?
- Kosz na bieliznę?
- Nie, obok kosza.
- Nie widzę tam niczego.
- To ostatni okruch mojej godności. Naprawdę bardzo mały.

 

Augustus - podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Co z tego, że jesteś tylko fikcyjną postacią, której te słowa w usta włożył autor. To nie jest w tej chwili ważne.

 

Pomimo wszystkiego - polecam przeczytać tę książkę. Może nie jest nie wiadomo jak cudowna, ale jest dobra. Po prostu dobra.