174 Obserwatorzy
10 Obserwuję
Szitzu

Na piaskach moich snów

Ona się uśmiecha, kiedy już nie może inaczej...

Teraz czytam

Mroki
Jarosław Borszewicz
Przeczytane:: 178/231 stron
Książki. Magazyn do czytania nr 4 (19) / Grudzień 2015
Redakcja magazynu Książki
Przeczytane:: 59/90 stron

Żyję! Jeszcze...

Jak widać wyżej, postanowiłam zabrać się za siebie. Nie wynika to z faktu, że mam nadmiar wolnego czasu. Co to, to nie! Na moje nieszczęście - a może i szczęście? - jestem typem osoby, która musi się uczyć. Zwą mnie potocznie kujonem, więc... Dniami i nocami siedzę i kuję. Ale już od dawna mam dość. Nie tylko tego kucia. Nie tylko patrzenia na podręczniki, na kolejną lekturę, którą przyjdzie mi przeczytać - z musu - w jeden wieczór. Jaka radość z czytania, skoro nie chodzi o to, by przeczytać, a o to, by znać? Żadna. I przyznam się bez bicia - życie mi się wymyka pomiędzy palcami. Problemy samoistnie ustawiają się w kolejce. Czasami mam ochotę krzyknąć głośno, z oburzeniem. Bo nie jestem żadną poczekalnią. Bo czuję, bo mam dość, bo chciałabym odpocząć. Ale odpoczywać nie można. Więc skoro i tak niemal wykluczyłam ze swojego życia niemal wszystko, co jest potrzebne, by funkcjonować, czas pozbyć się tej resztki snu, który można zamienić na pracę twórczą. To tak tytułem wyjaśnienia, po części wstępu, sama nie wiem. Może po prostu chcę powiedzieć, że wcale nie jest tak cudownie?

 

Jak już napomknęłam, zaczął się ostatni rok mojego liceum - nareszcie. I pomimo faktu, że na większości przedmiotów mam w tej chwili powtórki, wbrew pozorom wcale nie jest lekko. Nawet ja, osoba żyjąca czytaniem zaczynam wymiękać. Kolejna lektura, jeden wieczór, dwa dni omawiania, kolejna lektura, jeden wieczór, dwa dni omawiania... I tak bez końca. Z jednej strony się cieszę - dzięki temu mam okazję poznawać coś, na czym zawsze mi zależało. A z drugiej - przestałam cieszyć się z czytania. Przestało dawać mi to satysfakcję. I to mnie boli. Bo cóż z tego, że - chyba jako jedyna w klasie - czytam wszystkie lektury od deski do deski, dostrzegam w nich coś całkowicie innego, niż zakłada oświata i egzaminatorzy? No cóż. Nieodłączny ból życia. 

 

Tym razem było Ferdydurke, wciśnięte gdzieś pomiędzy Cudzoziemkę Widmokrąg. Przeczytane - z niejaką trudnością, ale przeczytanie. Nie mogę powiedzieć, że książka jest zła. Na Boga, jest genialna. W swej prostocie, głupocie, ordynarności, komizmie, indywidualności i wielu innych cechach, które mogłabym tu wymieniać w nieskończoność.

 

Jest jednak coś jeszcze. Po tych wszystkich latach okazało się, że mój gust czytelniczy zaczął się kształtować. Wreszcie, po zachwycie nad każdym gatunkiem, wyłaniają się kochane, lubiane, szanowane bądź delikatnie odsuwane od siebie metrowym patykiem. I niestety, groteska nie należy do gatunków kochanych. Podoba mi się, a jakże. Ma w sobie to coś, nutę ciekawości we mnie rozpaliła. Zwyczajnie. Ale tak wielka abstrakcja okazała się nie dla mnie. Nie dla tej dziewczyny, która za priorytet stawia sobie szczerość i prawdę. Nie potrafię się w niej odnaleźć. Gubię wątki, które są poruszane, nie zwracam w ogóle uwagi na te, jak się później okazało, które są kluczowe dla akcji. 

 

Poza tym... czy każdy musi lubić to samo? Czy każdy kocha Kinga? Nie. Weźmy na celownik - znowu - mnie. Bardzo lubię powieści tego pana. Jednak każdą z nich muszę odchorować. Po każdej należy mi się odpoczynek, cisza, relaks. Bo one strasznie męczą. Psychicznie. I inaczej nie potrafię. Ale jak rasowa masochistka - wracam do nich jak tylko mogę.

 

Tak też stało się z Ferdydurke. Przez długie miesiące widziałam tę książkę na półce księgarni, kusiła mnie niemiernie, ale koniec końców - nie tak jak Ptasiek czy Stowarzyszenie umarłych poetów. I ktoś inny stał się szczęśliwym posiadaczem gombrowiczowskiej twórczości, której... nie rozumiem. Szanuję, doceniam, widzę liczne plusy, ale nie jest to coś dla mnie.

 

Już tak na koniec... Jak często będę teraz pisała? Pewnie jak tylko będę miała siły. A nie zawsze są. Będę się starała po każdej kolejnej książce - ale niczego nie obiecuję, bo marnie bym skończyła. Odkąd przeczytałam Boską komedię, ciary mam na plecach, gdy wyobrażam sobie piekło.potocznie nauką. Ale sądzę, że Lalki z getta wygrają.